14:07

Psie sprawy

Od zawsze kochałam zwierzęta, ale dla moich poprzednich (królika i myszkoskoczków) nie byłam tak dobrą panią, jak bym chciała. Do dzisiaj mam to sobie za złe, ale z drugiej strony, byłam tylko dzieckiem i moje zaniedbania nie wynikały ze złej woli. Minęło trochę czasu i zaczęłam, jak to dzieci, prosić rodziców o psa. Wyprowadzałam psa sąsiadów, który bez tego spędziłby pewnie wiekszość życia na łańcuchu. Mały, sympatyczny kundelek, imieniem Rambo. Widać było, że nie poświęcano mu dużo czasu. Ja się starałam trochę czasu z nim spędzić, również gdy już dostałam upragnionego psa, czyli Yugiego, rasy west highland white terrier. Imię jest efektem mojej ówczesnej fascynacji pewną kreskówką ;) Psa mojego-niemojego, bo niedługo po tym moi rodzice się rozwiedli, a że moja mama nie przepada za psami, Yugi został z tatą. Wyprowadzanie na spacery, dbanie o dietę, pielęgnacja, wizyty u weterynarza: cała ta odpowiedzialność właściwie mnie ominęła. Jeździliśmy za to razem na wakacje.

2013:




Rzadko widywałam tatę, więc Yugiego także. Zawsze jednak cieszył się na mój widok, i w moim sercu zawsze pozostawał "moim" psem. Tata z rodziną zakupili działkę i zaczęli budować dom, a psy hasały po działce. Mała starowinka Figusia odeszła, na jej miejsce pojawiła się Fiona. W zeszłym roku nastąpiła kolejna zmiana składu: Yugiego trzeba było uśpić ze względu na nowotwora jelita. Do samego końca miałam nadzieję, że jego stan nie jest aż tak ciężki i że operacja się uda... Niestety. 
Wakacje 2014 to były nasze ostatnie wspólne: 





Wszystkie psy są wspaniałe, ale do teraz kiedy widzę westie, czuję ucisk w sercu. Byliśmy niedoświadczeni co do wychowania psów i nie wszystko zrobiliśmy dobrze, a po drodze jeszcze sporo popsuł mój kuzyn, który miał dziwne ambicje zrobienia z niego bulteriera. To był pies z charakterem, nie przytulanka (choć i przytulaniem nie pogardził), wierny i inteligentny. Ze szczeniaka, który niemal od razu znalazł drzwi od kojca i próbował je otworzyć, nie wiem kiedy zrobił się statecznym psem. Bardzo go kochałam. 

Ostatni wspólny spacer:


Rodzina taty mocno przeżyła stratę, ale nadszedł czas by dać miłość innemu psu ze schroniska, Biszkoptowi. Bardzo fajny, dogadaliśmy się od razu. Ja też dojrzewam do bycia panią, tym razem na pełen etat, na 100%. Panią dla Miśka: 



To uczucie, kiedy przychodzisz do domu i wita Cię pies, skacze, merda ogonem... bezcenne. Czytam teraz o psach, wychodzę na długie spacery (gdy zacznie się rok akademicki będzie ciężej na nie wygospodarować czas, ale zrobię co w mojej mocy), rozpieszczam, mam nadzieję, że w granicach rozsądku :) Zaczęłam się nowa, psia epoka w naszym życiu. Jest super! 

A Wy? Pochwalcie się swoimi pupilami! 


2 komentarze:

  1. Pies mojego chłopaka ma na imię Fiona. :) To strasznie przykre, kiedy odchodzi pies, że też nie wymyślono zwierząt domowych, które żyją tyle, co my! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha, to chyba niezbyt oryginalne imię (podobnie jak Misiek ;)). Tak, to byłby rewelacyjny wynalazek. Bardzo dziękuję, że tu zajrzałaś! :)

      Usuń

Copyright © 2016 Przez okulary , Blogger