13:27

7 rzeczy, które mnie (nie) zaskoczyły w Japonii

Japonia to kraj, wokół którego narosło mnóstwo mitów. Media lubią kreować ją na dziwaczną i perwersyjną, ukazując jednostkowe przypadki i trendy znane niewielkiemu wycinkowi społeczności jako coś powszechnego. Jednym z najlepszych (a może raczej "najgorszych"?) przykładów jest program "Szalone Tokio", wyświetlany jakiś czas temu w naszej telewizji. Jaka Japonia jest naprawdę? 
Nie roszczę sobie prawa do odpowiedzi na to pytanie, mogę tylko napisać, jak ja odebrałam Japonię i co mnie zaskoczyło. Jechałam mając pewną wiedzę, ale obserwowałam wszystko z perspektywy turysty, więc zachęcam osoby, które mieszkają/ły w Japonii oraz japonistów (i nie tylko) do komentowania i dzielenia się swoimi spostrzeżeniami :)
No to do dzieła! 

"Nasz klient, nasz pan"

Tego się spodziewałam...

Standardy obsługi klienta są w Japonii bardzo wysokie. Od progu słyszy się na powitanie "irasshaimase". Przy dokonywaniu zakupu sprzedawca mówi na głos, ile pieniędzy od nas przyjmuje i ile wydaje reszty. Towary zostają sprawnie zapakowane, a rachunek elegancko podany. 

Zaskoczyło mnie jednak, kiedy otwarto dla mnie drugą kasę, mimo że w kolejce do tej już otwartej stała przede mnie jedynie jedna osoba. Kiedy kupowałam płyty CD, pracownik wyjął każdą z osobna i upewnił się, czy nie jest porysowana. Gdy kupuje się damskie artykuły higieniczne, np. podpaski, pracownik dodatkowo owija je w papier przed włożeniem do przezroczystej reklamówki. Niby drobiazg, ale...


Tzw. convenience stores (konbini) są na każdym kroku w Japonii. 

"Jak dobrze mówisz po japońsku"

Już w Polsce mając styczność z Japończykami i Japonkami spotkałam się z bardzo pozytywnymi reakcjami nawet na średnio poprawne czy średnio rozbudowane wypowiedzi ("dzień dobry" ;)) po japońsku. Tak samo było w Japonii. Jeśli jesteś w stanie powiedzieć cokolwiek, to bardzo prawdopodobne, że usłyszysz, że jesteś jouzu (上手; "dobry w czymś"). 

Nie spodziewałam się jednak, że gdy poproszę o zrobienie dla mnie konkretnego sushi w kaiten zushi (czyli restauracji z tzw. "pasem produkcyjnym"), to sushi master nałożył mi więcej, jako "nagrodę za to, że dobrze mówię po japońsku" ;)



Niewielka restauracja z sushi w dzielnicy Akihabara.

Wygodne podróżowanie

Komunikacja miejska w Tokio działa jak w zegarku. Wiedziałam o tym, ale w praktyce jednak mnie to zaskoczyło. Przystanki na rozkładach są podpisane nie tylko w kanji, ale i w alfabecie łacińskim. Każdy z nich ma również kod w postaci litery oznaczającej nazwę linii, oraz numeru przystanku, np. stacja Shinjukugyoenmae, przy której mieszkaliśmy, ma oznaczenie M-10, gdzie "M" pochodzi od nazwy linii Marunouchi. Z tego co się orientuję po obejrzeniu i przeczytaniu relacji sprzed paru lat, wcześniej tak nie było. 
Bałam się, że poruszanie się po niesamowicie ruchliwym dworcu w dzielnicy Shinjuku nas przerośnie i zgubimy się gdzieś po drodze, tymczasem nie zdarzyło się nam to ani razu. 
Zarówno w pociągach JR, jak i w metrze można przeczytać i usłyszeć są informacje, jaki będzie następny przystanek, po której stronie otworzą się drzwi, a także prośbę o wyłączenie telefonów i powstrzymanie się od rozmów telefonicznych. Pociągi miejskie kursują z dużą częstotliwością i bardzo punktualnie.
W przedziałach są oznaczone naklejkami specjalne miejsca uprzywilejowane przeznaczone dla osób starszych, niepełnosprawnych, kobiet w ciąży i z małymi dziećmi, etc. Wydaje mi się jednak (tutaj poproszę o potwierdzenie lub zaprzeczenie kogoś bardziej obeznanego!), że nie ma zwyczaju zwalniania takim osobom "zwykłych", nieoznaczonych naklejką miejsc. Kiedy Rafał ustąpił miejsca pewnego starszemu panu, ten był bardzo zaskoczony, kłaniał się, podziękował kilka razy, ale odmówił. Kilka przystanków dalej zajął inne miejsce, które się akurat zwolniło, a przy wysiadaniu jeszcze raz podszedł podziękować. 


Wiadomo, w którym miejscu zatrzyma się wagon, a wszyscy ustawiają się elegancko w kolejce. Rewelacja!

Instrukcja kulturalnego wsiadania i wysiadania.

Za to komunikacja miejsca w Kioto bardzo nas rozczarowała. Autobusy są bardzo małe, zatłoczone i często się spóźniały. Najbardziej zdziwił nas system zapłaty. Autobusiki mają tylko dwoje drzwi. Wsiada się tylnymi, a płaci dopiero przy wysiadaniu przednimi, wrzucając do automatu wyliczone monety lub pokazując kartę na całodzienne przejazdy (Kyoto Buss Pass). Teraz wyobraźcie sobie, że w takim autobusie poza Japończykami jest też tłum turystów, próbujący dostać się do najbardziej znanych atrakcji. Nie wiadomo, czy stanąć w środku lub z tyłu i potem na "swoim" przystanku przeciskać się, krzycząc "chotto matte" ("proszę chwilę poczekać) i zaryzykować, że się nie zdąży wysiąść, czy stanąć blisko przednich drzwi i być zdeptanym przez innych. 
Staraliśmy się jak najwięcej chodzić pieszo, dobrym pomysłem byłoby też wypożyczenie rowerów, a dysponujący większym budżetem turyści jeździli taksówkami. Autobusy w Kioto były jedynym przypadkiem kiepsko działającej komunikacji w Japonii (czy w ogóle czegokolwiek kiepsko działającego!), stąd też nasze zaskoczenie i duża dawka narzekań, przez którą musieliście właśnie przebrnąć ;)
Edycja: Pociągi bywają odwoływane np. z powodu tajfunów, dlatego warto pozostawić sobie pewien margines błędu i np. wrócić do miasta, z którego wylatujemy, dzień lub dwa przed planowanym wylotem. W komentarzach do wpisu przeczytałam również, że w niektórych okolicach pociągi bywają odwoływane z bardziej błahych powodów. 

Komiksy (i porno) na każdym rogu 

Komiksy (manga) i filmy animowane (anime) są bardzo popularne. Oprócz ogromnych, wielopiętrowych sklepów poświęconych tylko tej tematyce, gdzie można kupić również różnorakie gadżety, figurki, etc., wiele komiksów znajdziemy również w zwykłych księgarniach. W specjalistycznych sklepach było mnóstwo ludzi, zarówno Japończyków, jak i turystów. Spore grono podczytywało mangi w sieci antykwariatów Book-Off. Wrażenie robi wejście do dzielnicy Akihabara, gdzie na budynkach wiszą ogromne billboardy z postaciami z anime:



Również w tej dzielnicy łatwo natknąć się na tzw. meido cafe, gdzie klientów obsługują dziewczyny ubrane w stroje pokojówek. Między innymi ze względu na ceny nie zdecydowaliśmy się na wejście do takiej kawiarenki, chociaż niesamowicie słodkie, skaczące jak sprężynki hostessy gorąco nas zapraszały. Swoją drogą, współczuję tym dziewczynom, mają naprawdę męczącą pracę. 

Informacja o sklepach z anime.

To wszystko nie oznacza jednak, że wszyscy Japończycy są zapalonymi fanami mangi. Koleżaka, którą miałam okazję poznać, w ogóle nie interesuje się tą tematyką i kojarzyła tylko niektóre wymienione przeze mnie tytuły. W metrze widzieliśmy dosłownie dwie czy trzy osoby czytające komiksy, większość pasażerów bawiła się swoimi smartfonami lub... spała. 

Ciekawą kwestią jest obecność pornografii. W japońskim porno cenzurze podlegają genitalia, nie wolno również pokazywać włosów łonowych. Za to mam wrażenie, że rysowanego porno nie uważa się za coś dziwnego. W wielkich sklepach z komiksami i anime te przeznaczone dla dorosłych zajmują nieraz dwa czy więcej pięter. W ramach społecznego eksperymentu zajrzałam na jedno z nich, gdzie komiksy przeglądała spora grupa, od młodych, wyglądających jeszcze na uczniów chłopców, do eleganckich panów w garniturach i ze skórzanymi teczkami. 

Takie coś stało na pierwszym, ogólnodostępnym piętrze.

Wszędzie ci dziwnie ubrani ludzie...

Nawet na słynącej z młodzieżowej mody uliczce Takeshita w Tokio widziałam stosunkowo niewiele bardzo ekstrawagancko ubranych osób, z nietypowymi fryzurami, modyfikacjami ciała, etc. 


Takeshita Dori. Zdarzały się różowe włosy. 


Przez prawie cały pobyt napotkałam tylko trzy dziewczyny ubrane w lubianym przeze mnie stylu Lolita i Tokio najwyraźniej chciało mi to wynagrodzić, bo ostatniego dnia przed wylotem mogłam ich podziwiać znacznie więcej:




Było kilka pań ubranych w kimona (na specjalne okazje), zdecydowanie przeważały jednak mundurki szkolne, garsonki i garnitury. 

Takeshita Dori raz jeszcze.

Ale tu drogo!

Noclegi zarezerwowaliśmy z dużym wyprzedzeniem, więc ceny były dość przyzwoite. Jadaliśmy tanio w sieciowych barach. Poruszanie się, zarówno pociągami jak i metrem, było stosunkowo drogie, ale myślę, że cena była adekwatna do wysokiej jakości usług. Jeśli nie zamierzamy się dużo poruszać po kraju, nie polecam kupna JR Pass, a jeśli chcemy się przemieszać i zapłacić mniej, możemy rozważyć korzystanie z autobusów zamiast pociągów. 
Jedynie za niewielkie zakupy spożywcze (picie, przekąski, gotowe danie do odgrzania, itp.) płaciliśmy więcej, niż w Polsce, ale może było to kwestią tego, że kupowaliśmy w konbini, nie w supermarketach. (W Polsce również zapłacimy więcej za zakupy w Żabce niż w Biedronce ;)). Ceny wstępów do atrakcji były bardzo różne. Niektóre wspaniałe świątynie i obiekty można było zwiedzać za darmo, w innych niestety żądano dodatkowych opłat za wszystko: zadzwonienie dzwonem, wejście na most. 
Fani popkultury muszą się liczyć z tym, że prawdopodobnie nie powstrzymają się przed wydaniem sporej sumy na pamiątki ;) Chociaż i tu można natrafić na okazje: dużą, bardzo starannie wykonaną figurkę z anime kupiliśmy za jedynie 1200 jenów (ok. 42 zł). 
Japonia jest dość drogim krajem dla polskiego turysty, ale przy rozsądnym gospodarowaniu pieniędzmi nie musi być zabójcza dla naszego portfela.... chyba, że uwielbiamy jabłka - za trzy sztuki trzeba zapłacić czasem i 1000 jenów (ok. 35 zł - z taką ceną spotkaliśmy się w Osace).

Mili ludzie!

Spodziewałam się, że wszyscy będą mili dla turystów i będą przymykali oko na wszelkie ich wpadki, bo "to tylko turyści". Nie spodziewałam się jednak, że pan w średnim wieku odstąpi nam swoją zapasową parasolkę, kiedy zaskoczy nas burza podczas powrotu ze świątyni Fushimi Inari, że nasz gospodarz z Airbnb da nam wachlarz w prezencie, że wspomniana już we wpisie o Tokio pani sprzątaczka rzuci wszystko, by nam pomóc dotrzeć na właściwy peron i że pani w sklepie z pamiątkami naliczy nam rabat, mimo że nie mielimy ze sobą wymaganych do tego paszportów. Jeszcze milsza sytuacja spotkała nas w Hiroszimie, ale to pozostawiam na osobny wpis. 

Podsumowując, nie taka dziwna ta Japonia, jak ją malują, a jeśli byłam czymś zaskoczona podczas pobytu, były to pozytywne zaskoczenia :) Nie mogę się doczekać kolejnej wyprawy tam, ale póki co pozostają mi przeglądanie zdjęć i wspomnienia.

Jeśli wpis Ci się podobał, zapraszam do polubienia strony bloga na Facebooku!

3 komentarze:

  1. Bardzo podoba mi się twój styl pisania i cały rozdział^^ miło jest poczytać o dalekiej Japonii z perspektywy osoby, która doświadczyła jej naocznie. Pozdrawiam:P

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję bardzo i serdecznie zapraszam do lektury kolejnych wpisów :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo pozytywny obraz Japonii :) Koniecznie musimy się tam wybrać, ale to dopiero jak trochę podregulujemy nasze finanse po wyciecze do USA :)

    Pozdrawiam ciepło!

    Panna Joanna - www.podroz-wedwoje.pl

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 . , Blogger