12:26

Błędy podczas nauki języków...

... które sama popełniałam lub mimo starań nadal popełniam, i przed którymi przestrzegam :)
Za mało konwersacji i "żywego języka", to mój problem jako miłośniczki podręczników do gramatyki i osoby, która za bardzo dba o poprawność, a za mało o komunikatywność. Należy mówić i słuchać, otaczać się językiem, i nie bać się popełniać błędów (a raz popełnionego błędu nie powielać, to w ogóle byłby ideał :P). Możliwości jest sporo, od oglądania seriali i słuchania podcastów w oryginale, poprzez rozmowy z rodzimymi użytkownikami danego języka na Skype bądź wymianą maili lub listów, aż po wyjazd do kraju docelowego bądź upolowanie native'a na miejscu ;) Język potoczny, slang, idiomy - to wszystko, czego niestety i mnie nadal brakuje, ale mam nadzieję, że pobyt w Hiszpanii pomoże mi to zmienić.
"Nie mam czasy na naukę". Żeby nauczyć się języka, trzeba mieć z nim kontakt (niekoniecznie musi to być bite parę godzin spędzone nad lista z słówkami i zadaniami z gramatyki). Nie znam nikogo, kto opanowałby język zasiadając do niego, dajmy na to, na półtorej godziny w miesiącu. Muzyka w danym języku w słuchawkach, kiedy jedziecie na uczelnię/do pracy, Anki albo inna aplikacja do nauki słówek na smartfona (o ile się takowego posiada), a dla przyjemności film w wersji oryginalnej.
"Olewanie" gramatyki. Mam wrażenie, że ostatnio lansowane są kursy i metody, które uczą języka "bez gramatyki". Nie wydaje mi się to możliwe. Nie upieram się przy nauce gramatyki z podręcznika, można ją przyswajać w inne sposoby (choć ja najpierw uczę się teorii, a potem z radością wychwytuję jej użycia w praktyce i wszystko sobie układam w głowie). Nie wiem, jakie zdanie na ten temat mają glottodydaktycy, natomiast takie jest moje.

To moje refleksje, których realizacja idzie mi... różnie. Mam nadzieję, że okażą się choć trochę przydatne.

12:28

Konkurs dla znających hiszpański + różności ;)

Studentom posługującym się językiem hiszpańskim gorąco polecam konkurs mikroopowiadań, którego współorganizatorem jest Koło Naukowe Uniwersytetu Wrocławskiego "Iberia". Myślę, że to ciekawa inicjatywa i może zainteresować także osoby spoza Wrocławia :) Mikroopowiadania to gatunek, o którego istnieniu nie miałam pojęcia, dopóki nie zapisałam się na warsztaty dotyczących tychże, a wielka szkoda, bo to coś nowego i wciągającego. Polecam przejrzeć nie tylko podstronę konkursu. 

A co u mnie? Niestety jestem przeziębiona i doświadczam intrygującego zjawiska: o ile zwykle nie chce mi się wstawać na zajęcia, a marzy mi się łóżko i książka, tak teraz bardzo chciałabym wyjść, pogadać z ludźmi, nawet posiedzieć na zajęciach ;) Trawa jest zawsze zielona po drugiej stronie płotu... No cóż, wykuruję się do końca tygodnia i jeszcze zatęsknię za leżeniem pod kołderką :D Niedawno ukończyłam praktyki translatorskie w mLingua, napisałam opowiadanie na konkurs Otwartym tekstem, stawiam pierwsze, nieśmiałe kroki w kole naukowym (niestety raczkująca wciąż znajomość hiszpańskiego staje mi na przeszkodzie, ale będę dalej się uczyć!). Nadal udzielam się w wolontariacie w kinie, ale w mniejszym zakresie. Udało mi się również uzyskać stypendium rektora z racji wysokiej średniej ocen, co bardzo mnie zaskoczyło i ucieszyło. Tym bardziej powinnam teraz zamknąć bloga i zabrać się do nauki portugalskiego, aby nie wypaść z rytmu i nie narobić sobie zaległości ;) Do boju! Miłego weekendu wszystkim! 

14:18

Polska? Zagranica?

Naszły mnie pewne refleksje w związku z moim zbliżającym się wyjazdem na Erasmusa. Dopiero co kupiłam bilet i zabieram się do załatwiania formalności w Polsce, ale jestem mocno zaniepokojona. Nigdy nie byłam tak długo poza Polską, do tego zawsze wyjeżdżałam tylko na wczasy bądź wycieczki zorganizowane. Stąd pytanie do tych, którzy byli na praktykach bądź studiach w ramach programu Erasmus - jakie są Wasze wrażenia? Macie jakieś rady? Jesteście zadowoleni z pobytu? 

Cieszę się, że istnieje sporo możliwości wyjazdu do pracy, na staże bądź praktyki zagraniczne. Mam nadzieję kiedyś skorzystać z wolontariatu lub praktyk z ramienia AIESEC albo pojechać na Work Camp, najlepiej związany z edukacją bądź pomocą dzieciom. Ale najpierw muszę sprawdzić się na samych studiach zagranicznych, by ewentualnie sięgać po dalsze wyzwania ;) 

Większość moich znajomych planuje wyjechać z Polski na stałe. Aż mi głupio, gdy mówią "a ty chcesz zostać?" z takim niedowierzaniem, jakbym mówiła o tym, że chcę rzucić się w ogień. Być może później, w dorosłym życiu, podatki, brak pracy, niska pensja, niemożność załatwienia czegokolwiek w urzędzie, etc., mnie zniechęcą, ale póki co jestem zdania, że chciałabym podróżować, ale swoim miejscem na ziemi uczynić Wrocław. Jeśli sytuacja rozwinie się inaczej, to postaram się być elastyczna i wyjechać, jednak na razie o tym nie myślę. A Wy? Wiążecie swoją przyszłość z Polską, czy planujecie emigrację? A być może już mieszkacie poza granicami Polski?

Będę wdzięczna za wszystkie opinie :)


16:00

Nie bądź dla siebie tak surowy

Czasami jesteśmy dla siebie zbyt surowi.Wypominamy sobie swoje porażki, nie poświęcając należytej uwagi sukcesom, chociażby tym drobnym. Co jest z tym związane? 
(Wpis zawiera jedynie moje luźne przemyślenia, niepoparte żadnymi tezami naukowymi.)

05:21

Coś fajnego na poniedziałek (1) Planszówki

Coś fajnego na poniedziałek (1)  Planszówki
Samorozwój jest ważny, ale ważna jest też równowaga między nauką a rozrywką. A poniedziałki... cóż, wszyscy wiemy, jak źle się nam kojarzą. Jako że moje poniedziałki są nieco lżejsze niż następujące po nich dni, postanowiłam rozpocząć nową serię (seryjkę ;;) notatek "Coś fajnego na poniedziałek". 

W tym tygodniu:

Gry planszowe

Czyli nie tylko Chińczyk czy Monopol (chociaż tym dwóm nie można odmówić zalet :)). Znawców tematu od razu przepraszam, jeśli popełnię jakiś błąd, ponieważ jestem laikiem w tej dziedzinie. Gram raczej od czasu do czasu, kiedy ukochany mnie namówi.  

To, co jako pierwsze przyszło mi do głowy co do planszówek, to ich różnorodność.
Na pewno są gratką dla fanów fantasy. Te, które dotychczas wypróbowaliśmy: 


Talisman: Magia i miecz 
Klasyka. Choć zarzuca mu się dużą losowość rozgrywki (co jest prawdą), to moim zdaniem stanowi świetne wprowadzenie do świata planszówek. Są przygody, są walki, jest zwiększanie statystyk, mnogość postaci, i oczywiście wspaniały artefakt do zdobycia :) Minusem (bądź plusem, zależy jak na to spojrzeć) jest długi czas rozgrywki. 



Runebound
Przyjemna przygoda z walkami, stawaniem się silniejszym i dążeniem do wytyczonego celu (innego w samej grze, innego w poszczególnych dodatkach). 



Descent: Wędrówki w mroku
Albo jesteśmy częścią drużyny stojącej po stronie dobra, albo Mrocznym Władcą. Bardzo rozbudowana gra, w której prowadzi się całe kampanie. Do pomalowania wspaniałe figurki bohaterów i potworów, sami zobaczcie! 





Dungeon Quest 
Waszym celem jest spenetrowanie labiryntu i wydarcie smokowi skarbu. Rozgrywka jest bardzo urozmaicona, bo gra wygląda tak: 


... ale ma jeden punkt wspólny: to wredna gra, w której szybko się umiera, a rzadko wychodzi z labiryntu i wygrywa. Jeśli Wam to nie przeszkadza - zabawa przednia :D 


Ankh Morpok 
Gra moim zdaniem dobrze oddająca niesamowity i niepoważny klimat prozy Terry'ego Pratchetta. 

World of Warcraft 

Z innej beczki:

Pandemic 
Próba ratowania świata przed pandemią. Niestety mam wrażenie, że losowość jest dość duża i jeśli karty "źle pójdą", to szanse na wygraną topnieją.


Mr. Jack 
Coś detektywistycznego dla dwojga graczy.


Horror w Arnkham 
Coś dla wielbicieli  Lovecrafta. Minusem jest konieczność zapamiętania następujących po sobie etapów rozgrywki, które są dość skomplikowane, ale sama gra trzyma w napięciu.

Inne zalety planszówek to: 

* walor towarzyski

* (stosunkowo) łatwa dostępność 
Gry są drogie, temu trudno zaprzeczyć. Nie trzeba jednak ich kupować. W dużych miastach często funkcjonują wypożyczalnie planszówek, skąd na np. 3 dni można za niewielki procent ceny wypożyczyć grę np. na imprezę, spotkanie towarzyskie czy do pogrania we dwoje :) Mili pracownicy (przynajmniej we wrocławskiej Planszówecze, o innych trudno mi cokolwiek powiedzieć :P) doradzą coś, co wpasuje się w Wasze gusta, w zależności od tego, czy chcecie rywalizować, czy wolicie grę kooperacyjną, czy siedzicie w klimatach fantasy czy wolicie coś z innej beczki. A może karcianka zamiast planszówki? Coraz częściej pojawiają się też bary, w których można pograć w gry planszowe. 

* dodatki urozmaicające rozgrywkę 
Nawet kiedy znudzi nam się "podstawowa" wersja gry, często można ją rozbudować poprzez dodatki. 


Jaka jest Wasza opinia? Graliście? Podoba Wam się taki pomysł na spędzanie czasu wolnego?


16:25

Aplikacje językowe i przegląd prasowy!

Aplikacje językowe i przegląd prasowy!
Witajcie. 
Po długiej przerwie i zniechęcona poprzednimi doświadczeniami wróciłam do korzystania z telefonu komórkowego z Androidem. Jako że charakteryzuje mnie patologiczna wręcz niechęć do zmian, tęsknię po cichu trochę za nie-dotykowymi telefonami, ale doceniam również wspomaganie w nauce, jakiego mogą dostarczyć aplikacje na Androida. Do dzieła więc! 

Angielski 


Jak widzicie jest to słownik angielsko-angielski, który poza definicjami oferuje wzór wymowy i informację o tym, z jaką częścią mowy mamy do czynienia. Dla mnie największą zaletę stanowi fakt, iż słownik działa offline (większość słowników, które wypróbowałam, wymaga dostępu do Internetu, a takowym nie zawsze dysponuję). 

DuoLingo (aplikacjaportal) to przydatne narzędzie do nauki niemieckiego, hiszpańskiego, włoskiego, portugalskiego i francuskiego. Poza korzystaniem z kolejnych lekcji zapoznające nas z językiem, możemy tam przeczytać wyjaśnienia gramatyczne czy artykuły tłumaczone na różne języki. Niestety póki co (o ile się nie mylę) tylko część opcji jest dostępna w aplikacji, niemniej jednak nie zaszkodzi przyswoić sobie paru niemieckich słówek np. jadąc w tramwaju czy stojąc w kolejce do dziekanatu ;) Ponadto wyjściowym językiem, przez który uczymy się kolejnego, jest angielski.

Japoński 
Muszę przyznać, że uwielbiam tę aplikację! 
Poza słownikiem zawiera ona opcję quizu (możemy zdecydować o ilości pytań, o tym, z jakiego języka na jaki będzie on przeprowadzany, etc.). Program przyznaje słówkom gwiazdki w zależności od tego, czy udzieliliśmy poprawnej odpowiedzi, dzięki czemu pyta nas częściej o to, czego nie umiemy (chociaż przy tak imponującej bazie słownictwa póki co nie spotykam się z częstym powtarzaniem się słówek). 
Sympatyczny program do powtórek z kanji również korzystający ze Spaced Repetition System. Niestety czasami brakuje mu niektórych istotnych moim zdaniem czytań.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Co do prasy, to w tej chwili czytam: "Charaktery",¿Español? Sí, graciasLa Revista Española (niestety nie mogłam znaleźć zdjęcia okładki) oraz Torii. Muszę przyznać, że wszystkie cztery mi się podobają, a dwa z nich to nowe odkrycia, więc mam nadzieję kiedyś zaopatrzyć się w interesujące mnie numery archiwalne :) Następnym razem pokuszę się o ich dłuższe recenzje, a póki co polecam. 

Nie wiem czemu, ale moja zdolność naturalnego pisania po polsku zanika, gdy zasiadam do pisania bloga... Mam wrażenie, że korespondując przez Internet ze znajomymi czy umieszczając wpisy na portalach społecznościowych posługuję się ładniejszą i bardziej zgrabną polszczyzną, niż tutaj... Muszę nad tym popracować :) 


16:02

Wakacyjnie-organizacyjnie + pytanie

Wakacyjnie-organizacyjnie + pytanie
Tak, nadal wakacyjnie, chociaż wakacje niestety zbliżają się ku końcowi. 
Na początek pytanie, być może głupie, ale nie znam się na Bloggerze: czy jest jakiś sposób, aby otrzymywać powiadomienia o odpowiedzi na komentarze? Dość często komentuję blogi innych, natomiast nie zawsze pamiętam, co i gdzie napisałam i nie angażuję się w dłuższą dyskusję w komentarzach, a oczywiście chciałabym uważnie przeczytać, co ktoś mi odpisał. Z góry dziękuję! 

Co było dobre i rozwijające w moich wakacjach?

- liczne spotkania z przyjaciółmi we Wrocławiu, na Zagłębiu i Śląsku i w Krakowie :D 
- nadrobienie zaległości książkowych (w tym książki o przekładzie)
- możliwość wyspania się
- wolontariat w kinie Nowe Horyzonty 
- praktyki
- odwiedziny w Krakowie 
- spacery po Wrocławiu
- czas spędzony z ukochanym 
- seriale i anime (może nie najbardziej rozwijające zajęcie, ale za to jakie przyjemne :) "Dowton Abbey" to mój obecny hit) 
- wyjazd z tatą i z Yugim:

Gryfów Śląski, tylko natura i my :)

A oto Yugi. 
A czego zabrakło?
- podróży (ale za parę miesięcy do Hiszpanii)
- nauki japońskiego (za to teraz bardzo sumiennie to nadrabiam)
- aktywności fizycznej (to punkt, który zawsze zaniedbuję, ale teraz mając matę do Stepmanii i możliwość zapisania się na jakiś WF, mam zamiar to poprawić)

Jak minęły Wasze wakacje i urlopy? Nabraliście energii do kolejnego roku akademickiego lub do powrotu do pracy?


Czytelniku!

Jakich postów więcej chciałbyś oglądać na tym blogu, aby zaglądać do niego z przyjemnością? Dotyczących nauki języków obcych? Rekomendacji książkowych i filmowych? Zdjęć i rekomendacji dotyczących Wrocławia? Zdjęć z podróży? Szykuję serię pozytywnych (miejmy nadzieję :D) postów poniedziałkowych, po pierwszą porcję zapraszam w najbliższy poniedziałek. 



15:03

Co pisałam w październiku + posesyjnie!

W październiku popełniłam notkę o następującej treści:

"W co ty tu grasz w co ty tu grasz
Co ty robisz tutaj jeszcze?
Chyba już wiesz chyba już wiesz
Że to nie jest twoje miejsce!

Kiedy w czerwcu z toną bagaży w samochodzie opuszczałam Kraków, towarzyszyła mi ta piosenka. Jutro zaczynam nowe studia i przyznam, że obawiam się wielu rzeczy - jak będą prowadzone zajęcia, jacy będą wykładowcy, ludzie, czy dam sobie radę z nauką etc., ale pół żartem, pól serio pocieszam się, że przynajmniej nie będzie kanji :D Nie chcę zapeszać, bo na pewno mieszkanie tutaj na stałe nie będzie już tak sielankowe, jak wizyty od czasu do czasu, wypełnione tylko beztroską i odpoczynkiem, ale tutaj -  niesamowita sprawa - wychodzę z domu i czuję się dobrze, swobodnie, nie chcę uciekać, nie odliczam godzin do wyjazdu, jak to robiłam w Krakowie. Czuję, że tutaj mogę stworzyć dom, jestem na swoim miejscu, w ukochanym mieście, z ukochaną osobą. Naukę japońskiego będę kontynuować we własnym zakresie. Oczywiście, niemożliwe będzie poświęcenie jej tyle czasu, co na japonistyce, ale optymistycznie zakładam, że na japoński uda mi się wygospodarować na tyle czasu, by najpóźniej za 2 lata zdać N3. N3 to może nic wielkiego, ale że w międzyczasie, miejmy nadzieję, znacznie podszkolę też hiszpański i drugi język romański... ;)"


A teraz? Pierwszy rok zaliczony, jeszcze tylko indeks do oddania do dziekanatu. Studia odbieram jako ciekawe, ludzi - bardzo fajnych, wykładowców w większości zresztą też. We Wrocławiu mieszka się dobrze, poza paroma incydentami typu brak bieżącej wody, które równie dobrze mogły nastąpić w każdym innym mieście ;) Ciekawe tylko, co z segregacją śmieci, niby nam każą ale odpowiednich pojemników na osiedlu ni widu, ni słychu... 


Jak to ja, bardzo zżyłam się z ludźmi i ciężko mi przywyknąć do myśli, że z niektórymi nie będę się widzieć rok (najpierw oni na Erasmusa, potem ja, i tak się miniemy :<). No, ale nie wszyscy wyruszają do Hiszpanii, poza tym zostaje Skype i inne zdobycze cywilizacji, także jakoś da radę ^^ 


Sesji koniec, czas na słanie CV, ogłaszanie się z korkami, ogarnianie mieszkania, spotkania towarzyskie, książkiksiążkiksiążki, filmy, powrót do domu rodzinnego i mnóstwo zaniedbanego przez ostatnie miesiące japońskiego.


A jak tam u Was? Jakie plany na wakacje?




12:19

Tyyyle pozytywnej energii!

A powodów do radości jest kilka :)
1. Majówka! 
2. Konferencja "Ciemna strona Japonii", w której miałam okazję uczestniczyć. Poruszane tematy (samobójstwa, prześladowanie w szkole, energia atomowa, japońskie duchy, host cluby, erotyka a pornografia, pracoholizm, wycofanie społeczne, etc.) były bardzo ciekawe, a prelegenci (z pewnymi wyjątkami) dobrze przygotowani i potrafiący przekazać informacje w przystępny sposób. Dla mnie, jako wielkiej wielbicielki Japonii, ogromna gratka :) Ponadto miałam okazję spotkać się ze znajomymi, nocować u koleżanki, wypocząć czytając prasę na ławce w parku. Dowiedziałam się przy tym z "Focusa", że pesymizm nie jest zawsze aż tak zły, wręcz przeciwnie, a z "Sensu", że wśród leni jestem "leniem radosnym", który pracuje, kiedy trzeba, ale umie też celebrować chwile beztroski, wylegując w łóżku czy popijając herbatę patrząc w niebo ;) 
3. Impreza urodzinowa. 
Jestem osobą wybitnie nie-imprezową, a już na pewno nie typem organizatora, ale myślę, że ta dość kameralna zabawa wypadła okej. Była przede wszystkim świetnym pretekstem, by zaprosić dawno nie widzianych znajomych. 

4. Kocham i jestem kochana! 

Chyba powinnam to przestawić na pierwsze miejsce :) 
5. Metoda kratkowa działa i motywuje! 

A plany majówkowe? Raczej spokojnie i domowo. Ogarnąć mieszkanie, poczytać książki i czasopisma, pójść na spacer z ukochanym, pouczyć się, bo oddech gorącego przedsesyjnego okresu już powoli zaczynam czuć na karku... Jeszcze basen, muzyka, jakieś spotkanie towarzyskie, i będzie idealnie. Podróżowanie zostawiam na wakacje :) 


Miłej majówki wszystkim :)



12:48

Językowe to i owo

Językowe to i owo
Za motyw przewodni notki niech posłuży ten obrazek, prosty, gdyż opracowany 
w Paincie, ale najważniejsze jest przesłanie :) 



To drugie zdanie samo w sobie nie jest aż tak skomplikowane, chociaż zawiera kilka nieznanych przeze mnie znaków i złożeń. Nauka hiszpańskiego jest dla mnie w większość przypadków (słówka z polityki są wyjątkiem, brr) przyjemna i relaksująca. Przeróżne końcówki w czasach i trybach dają się zapamiętać o wiele lepiej, niż kanji. 


W debacie na temat "który język świata jest najtrudniejszy" trafił w sedno (przynajmniej moim zdaniem) Karol z bloga Świat Języków Obcych. Dotychczasową naukę japońskiego (bo jestem dopiero na jej początkach) mogłabym podsumować nawet nie tyle jako trudną, ale żmudną, z pisaniem znaków po n razy i przestawianiem się na język aglutynacyjny, zamiast fleksyjnych, których dotąd się uczyłam... Moją miłość do japońskiego określiłabym jako trudną, w zeszłym roku zahaczającą nawet o nienawiść, za to miłość do hiszpańskiego płonie gorącym i namiętnym, iście latynoskim płomieniem :D 



Cele są piękne: N3 (na razie), CAE, licencjat z filologii hiszpańskiej... z realizacją trudniej ;)


Postanowienia:

1. Więcej żywego hiszpańskiego, nie tylko akademickiego: filmy, seriale, muzyka
2. Gruntowne powtórki z kanji min. 30 znaków tygodniowo. (Niedużo, ale po zeszłym roku widzę, że jestem kandziowym beztalenciem i/lub nie znalazłam jeszcze swojej metody nauki. 
3. Ogólnie więcej japońskiego, kilka zagadnień gramatycznych i stron słówek tygodniowo.
4. Czytać "Małego księcia" po japońsku. 



A teraz skrótowo: 

- mam sporo pomysłów na notki o różnorodnych tematach, mam nadzieję, że wkrótce zasiądę je wcielić w życie 
- życzę wszystkim Wesołych, nie-białych świąt :) 

17:20

Zdobycze książkowe

Zdobycze książkowe
Trochę o książkach, czyli moje nowe zdobycze, dlaczego nie jestem fanką wyzwań typu "50 stron dziennie" czy "2 książki tygodniowo" i mój skromny głos w debacie e-book kontra książka tradycyjna :) Następnym razem parę słów o moich ostatnich lekturach, o książkach o Japonii, wielu półkach z książkami, które (i półki, i książki :P) z żalem pozostawiłam w domu i o tym, jak mnie zaskoczyła literatura hiszpańska do XVII w. Tym razem i bez tego post wyszedł długaśny, ale cichutko zapraszam do lektury. 

Zakupy książkowe styczeń-luty 

Zdążyłam już zapomnieć, jak dużą radość sprawia mi wizyta w antykwariatach i sklepach z tanimi książkami (i jak trudno mnie stamtąd wyciągnąć :D). Oczywiście, lubię też Empiki i księgarnie, ale błądzenie wzrokiem wśród tytułów, aby znaleźć coś, czego się dawno poszukiwało, lub przypadkowo natrafić na jakiś skarb.... bezcenne. W najbliższym czasie (po ostatnim egzaminie!) chcę sobie zrobić wycieczkę po antykwariatach, tych które znam, oraz znaleźć nowe. Póki co: 

Stosik. Zdjęcia niestety trochę ciemne :(


1. "Anne of Green Gables & Anne of Avonlea" - urocze wydanie dorwane w księgarni językowej. Wreszcie przeczytam coś po angielsku, i przy okazji odświeżę sobie książkę z dzieciństwa.
2. "Życie codzienne w Hiszpanii w Wieku Złotym" - odnalezione podczas pisania pracy na literaturę, najpierw wypożyczone w bibliotece, teraz w moim posiadaniu (niestety z obwolutą w kiepskim stanie). 


3. "Słownik wizualny. 5 języków." - taka ciekawostka. Mam słabość do albumów, więc zakupiony został bardziej z ciekawości, niż z przekonania o przydatności do nauki, chociaż pewnie coś tam z niego załapię, przeglądając :D Kupiony w taniej książce, 3 razy taniej niż w księgarni, gdzie widziałam go dzień wcześniej. Opłacało się powstrzymać.


4. "Księga tysiąca i jednej nocy. Wybór." - odkopane w taniej książce na katowickim dworcu. Bardzo ładne, ilustrowane wydanie z 1976 r., w niezłym stanie. Dopiero przeczytałam kilkanaście stron. Póki co mam mieszane uczucia, ale czyta się przyjemnie.
5. "Rok 1984" Orwella - coś, co chciałam przeczytać od dawien dawna. Kieszonkowe wydanie wykopane za 10 zł w matrasowym koszyku z tanią książką - nie mogłam się powstrzymać. Gdyby nie potrzeba napisania tej notki, sprzątania i nauki na egzamin, pewnie już dawno bym skończyła ;) Przerażająca, ale moim zdaniem świetnie opisana wizja. 

Wyzwania książkowe

... których celem jest czytać więcej książek. Cel szczytny, do którego i ja dążę, chcąc przy okazji zredukować czas spędzony bezproduktywnie na facebooku. Nie umiałabym jednak dawkować sobie lektury na zasadzie "dzisiaj powinnam przeczytać tyle a tyle stron". Jeśli mam nastrój, czytam, aż nie wezmą mnie obowiązki, nie zasnę lub nie skończy mi się książka ;) Wyznaczenie sobie ilości stron, np. 50, sprawiałoby, że chociażby podświadomie za bardzo skupiałabym się na tym, ile mi zostało do przeczytania. Podobnie, jeśli chodzi o czas. Zazwyczaj czytając (o ile książka jest dobra) tracę poczucie czasu, może to brzmi trochę pretensjonalnie czy dziecinnie, ale zatapiam się w tym książkowym świecie. Nie mówię, że wyzwania książkowe są be, odradzam i takie tam, po prostu mnie raczej nie odpowiadają, więc jedynym wyzwaniem jest czytać, kiedy mam na to ochotę, i kiedy mam ochotę po raz n-ty odświeżyć osławionego "fejsbuka", też czytać :) 

Papier czy e-papier?

Jestem wielką miłośniczką tradycyjnych, papierowych książek. Lubię zapach papieru, lubię, jak grzbiety książek prezentują się na półce, a nade wszystko uwielbiam uczucie niepewności przed przewróceniem kolejnej kartki - "co się dalej wydarzy?". Chociaż chłopak, kupiwszy nowego e-book readera, pożyczył mi swojego starego "na wieczne nieoddanie", od paru miesięcy liczba książek, które na nim przeczytałam w całości, wynosi zero. Czytniki mają wiele niezaprzeczalnych zalet, z których największą jest moim zdaniem możliwość trzymania setek książek w jednym miejscu bez konieczności taszczenia ze sobą walizki ;). E-papier nie męczy oczu, a w niektórych podświetlenie umożliwia czytanie mimo zewnętrznego braku światła (mój jest mniej nowoczesny, ma zewnętrzną, przypinaną do okładki lampkę). Jednak... jakoś nie mogę się przekonać, zwłaszcza, że e-booki do kupienia nie są wiele tańsze, niż tradycyjne książki (chyba, że w promocji). Wygląda więc na to, że w podróż czy na całym dzień poza domem pewnie zabiorę czytnika e-booków, ale moją ulubioną opcją póki co pozostanie przykrycie się kocem, zrobienie sobie herbaty i przewracanie kolejnych kartek książki papierowej, oczywiście uważając, by nie stała się jej krzywda :)


Copyright © 2016 . , Blogger