15:45

Żegnaj listopadzie! Plany na grudzień.

Wszyscy wiemy, jakie są listopady w Polsce. Czasami cudem pokonywałam chęć olania wszystkiego i zawinięcia się w kocyk. Zdałam sobie sprawę, że dotąd za bardzo skupiałam się na studiach. Nie znaczy to, że nie robiłam wielu rzeczy na ostatnią chwilę i nie opuszczałam zajęć. Po prostu musiałam "coś" robić w życiu i to nauka stała się moim celem, dzięki czemu trzeci rok z rzędu cieszę się stypendium rektora. Teraz z kolei odczuwam jakiś bezsens. Na uczelni jestem codziennie, ale na krótko i głównie wieczorami. Przedmioty z licencjatu w dużej mierze też były nieprzydatne w życiu, ale wydawały mi się jakieś ciekawsze, poza tym wypada żeby filolog znał literaturę i historię danego kraju. Teraz jest jakoś gorzej. Staram się to jakoś przełknąć i znaleźć sobie jak najwięcej zajęć, w których mogłabym się realizować. Lubię robić wiele rzeczy, ale brak mi jakiejś wielkiej pasji, która nakręcałaby moje życie. Wiem jednak, co mogłoby być taką pasją, więc może, może... :)

W tym miesiącu: 
  • udało mi się wziąć udział w dwóch szkoleniach: "Jak przełożyć język na pieniądze czyli o planowaniu kariery zawodowej dla filologów" i "Finanse dla językowców". Swoją drogą, bardzo dziwi mnie, dlaczego na obydwa zapisało się ponad 30 osób, a przyszły 3-4... 
  • obejrzałam z narzeczonym dwa sezony "Agents of S.H.I.E.L.D". Początkowo seria w ogóle mnie nie przekonała, ale z czasem przywiązałam się do postaci i teraz będę na bieżąco śledzić ich losy w 3 sezonie. Kawał dobrej rozrywki i do wieeele godzin kontaktu z angielskim :)
  • oprócz chodzenia właściwie co tydzień na czwartkowe spotkania Tower of Babel, poszłam także na dwa tandemy organizowane przez ESN i na Asian Meet 
  • złożyłam helikopter z Lego ;)
  • ścięłam włosy. Tylko trochę, bo bardzo ciężko u mnie o radykalne zmiany. Nie lubię eksperymentów i nie lubię fryzjerów. W ogóle ciężki ze mnie przypadek, bo nie lubię się malować, malować paznokci... W ogóle nie mam do tego cierpliwości. Może kiedyś nad tym popracuję. Albo po prostu pójdę na manicure ;)
  • po raz pierwszy byłam w nowym domu taty, który działkę kupił parę lat temu i od tego czasu razem z całą swoją rodziną ciężko pracował, żeby zbudować dom od zera
  • z planów językowych udało mi się jedynie: pogadać nieco z Hiszpanami, codziennie podczas sprzątania/innych czynności puszczać w tle znany mi już serial "Aqui no hay quien viva" i wciąż się przy nim śmiać, przeczytać kilka artykułów po hiszpańsku, wprowadzić kilkadziesiąt słów do ANKI
  • nie przeczytałam do końca żadnej książki! W tym momencie zapadam się pod ziemię ze wstydu. Na szczęście zostało mi jeszcze 50 stron do końca "Lesia" Chmielewskiej i jeszcze jeden dzień listopada.
Jak widać, niewiele tego. W listopadzie przystopowałam nieco, za to grudzień szykuje się pracowity. 
Planuję: 

  • zabrać się pełną parą do przygotowań do wyjazdu do Japonii: zrobić zdjęcie do paszportu, zamówić JR Pass umożliwiający dużo tańsze przejazdy pociągami, rozplanować, jakie obiekty warto zwiedzić w danym miejscu 
  • bardziej skupić się na angielskim, opracować jakiś realistyczny, a nie jak mam w zwyczaju zbyt ambitny plan nauki, i go realizować 
  • śledzić życie kulturalne Wrocławia, brać udział w różnych wydarzeniach, zwłaszcza na pobliskim Nadodrzu ;) 
  • kupić nowe okulary i nowy telefon... chociaż być może ze względu na wydatki przedświąteczne trzeba będzie poczekać do stycznia 
A Wy? Jak minął Wam listopad? Jakie macie plany na grudzień?
W następnym wpisie bardziej zdjęciowo i chyba ciekawiej - Portugalia! :)

14:16

Jak (się) uczę języków + weekend w skrócie

I znowu zapadła tutaj cisza... Na swoje usprawiedliwienie mam tylko to, że moją aktywność dzielę i dzielić będę teraz między tym blogiem, Woofla.pl (gdzie co prawda pisuję tylko raz na miesiąc lub rzadziej, ale przygotowanie wpisu zajmuje mi więcej czasu) oraz blogiem założonym na potrzeby przedmiotu Kreatywne pisanie na studiach. Z jednej strony nadal trochę dziwię się, że istnieje przedmiot polegający na pisaniu bloga i jeszcze dostaje się za to punkty ECTS... Z drugiej strony, czemu nie? Inaczej i nieraz fajniej jest wczuć się w fikcyjną postać, niż opisywać swoje własne przemyślenia. Niestety nie mogę podać adresu ;) Tego bloga być może kiedyś podrasuję graficznie, przeniosę na Wordpressa i zacznę go bardziej promować i dopracowywać, ale jeszcze nie teraz. Na razie pozostanie on skromnym, osobistym pamiętnikiem.
 Na pewno jeszcze rozwinę ten temat, ale póki co muszę po prostu się pochwalić: W MARCU LECIMY DO JAPONII! Nadal w to nie wierzę. Jak uwierzę to na pewno napiszę coś więcej :D
Copyright © 2016 Przez okulary , Blogger