14:33

7 rzeczy, których nauczyło mnie mieszkanie w Hiszpanii

7 rzeczy, których nauczyło mnie mieszkanie w Hiszpanii
Wszyscy wokół tworzą końcoworoczne podsumowania, a ja zdałam sobie sprawę, że niemal połowę tego roku spędziłam poza granicami Polski, chociaż teraz wydaje mi się to odległe niczym sen. Czego się dowiedziałam? W większości są to drobnostki, ale z takich drobnych rzeczy składa się życie ;)

04:57

Językowo #1: Materiały do nauki

Językowo #1: Materiały do nauki

Kilka słów o tym, z jakich materiałów korzystam lub korzystałam podczas nauki języków obcych. Kilka uwag na początek: nie jestem glottodydaktykiem, a sama nauka języków to kwestia indywidualna. Jednak być może coś co sprawdziło się w moim przypadku do Was również przemówi :) 

Nie potrzebujesz tony materiałów!
Zasada znaleziona na jednym z bardziej znanych blogów o językach obcych, której niestety dopiero co zaczęłam się trzymać ;) Czasem można się zgubić w ogromie źródeł dostępnych w księgarniach i (legalnie) w Internecie. Najważniejsze to pisać/mówić w danym języku, co pozwala nam wykorzystać w praktyce opanowane słownictwo i gramatykę. Warto poszukać np. na Facebooku jakiś wymian językowych  w naszym mieście bądź obocokrajowców gotowych pomóc w opanowaniu swojego ojczystego języka w zamian za pomoc np. w nauce polskiego.

A co, jeśli z jakichś powodów ta opcja do nas nie przemawia? Oczywiście, pozostaje Internet.
Obecnie do szukania znajomych do korespondencji korzystam z Interpals. Niestety, zawsze znajdzie się kilku delikwentów, którzy nie czytając Twojego profilu będą wychwalać nad niebiosa Twoją urodę i seksapil, i zaproponują Ci ślub. Albo takich, którzy wiadomość będzie się ograniczała do "hello how are you?". Można jednak też nawiązać wartościowe znajomości i prowadzić ciekawe rozmowy. W przyszłości zamierzam się zarejestrować na lang-8, gdzie rodzimi użytkownicy poprawiają teksty napisane przez uczniów danego języka. Sama z trudem przyjmuję krytykę, ale zdaję sobie sprawę, że popełnianie błędów jest po prostu nieodzownym elementem nauki, więc pomysł wydaje mi się ciekawy :)

Brać poprawkę na poprawność materiałów
Szczególnie tych w Internecie, chociaż w innych publikacjach też czasem coś umknie korekcie. Ostrożnie podchodziłabym do kursów tworzonych przez osoby, które same dopiero co "liznęły" danego języka i mogą (nieświadomie) popełniać błędy, które my potem będziemy powielać.

(Dotyczy japońskiego) Jak najszybciej uczmy się pisma!
Uczącym się japońskiego radzę jak najwcześniej odstawić materiały w romaji (alfabecie łacińskim) i oswajać się z hirganą, katakaną i kanji. Myślę, że tę poradę można rozciągnąć na inne języki nieposługujące się alfabetem łacińskim.


Angielski 

Z angielskiego korzystam na codzień, ale nie uczę się go regularnie (a powinnam).

Advanced Learners' Grammar
Na tę książkę wpadłam przypadkowo w hiszpańskiej bibliotece i gorąco ją polecam. Zagadnienia przedstawione w sposób przejrzysty i zrozumiały, i mnóstwo ćwiczeń.



Seriale: Buffy the vampire slayer, The Big Bang Theory, The Game of thrones, i wiele innych
To drugie to czasem ciężki kawałek chleba dla słuchającego (oglądam bez napisów). 

Hiszpański
Tutaj ciężko będzie mi cokolwiek wybrać. Z podręczników, które miałam okazje przejrzeć, najbardziej podoba mi się Aula Internacional. Z tego co wiem, korzysta z niej warszawski Instytut Cervantesa na swoich kursach. Niestety, nie jest to najlepszy podręcznik do samodzielnej nauki. 

Słownictwo: w tej chwili uczę się słownictwa glównie z podręcznika na poziomie C1 oraz z autentycznych tekstów. Początkującym polecam Viva el vocabulario! wydawnictwa En Clave. 
Gramatyka: Uso de la gramática españolaGramática básica del estudiante de español (korzystałam ze starszej wersji, którą obecnie można dostać w niższej cenie),  Gramatica de uso del español: Teoría y práctica 
Pamiętajmy oczywiście o mówieniu i słuchaniu po hiszpańsku. Polecam seriale (popularnością cieszą się m.in. El Internado, El Barco, Los protegidos, Aqui no hay quien viva, La que se avecina, Aguila roja, Los misterios de Laura, Aida, Gran Hotel).
Jeśli chodzi o słowniki, to korzystam ze Słownika Real Academia Española oraz Word Reference
Ostatnio polecono mi słownik Uniwersytetu w Salamance.

Japoński 
Niestety, trudno o dobre materiały polskojęzyczne do japońskiego, a i japońskojęzyczne podręczniki dla obcokrajowców czasem pozostawiają wiele do życzenia i niekoniecznie nadają się do samodzielnej nauki. 

Z czystym sumieniem mogłabym polecić dobre na początek Japoński. Mów, pisz i czytaj. Z rezerwą podchodzę do innych pozycji wydawnictwa Edgard, np. do całej serii "...nie gryzie". Gorąco polecam Praktyczny kurs gramatyki języka japońskiego wydawnictwa Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu. Ten podręcznik, niestety obecnie trudno dostępny, nie rozpieszcza nas alfabetem łacińskim i motywuje do szybszego poznawania pisma. Przydatny zwłaszcza do powtórek,  objaśnienie zagadnień może się okazać niewystarczające do nauki jako takiej.


Jeśli chodzi o słowniki, to korzystam z Denshi Jisho oraz z tego papierowego słownika Oxfordu, dorwanego kilka lat temu w księgarni językowej w Krakowie:



Uff, to by było na tyle. Tym wpisem na pewno nie wyczerpałam tematu, chętnie podzielę się też dostępnymi w internecie źródłami, ale to już następnym razem.

13:12

Warto poczytać #2

Tym razem nie o tym, co warto poczytać, ale na czym :)
Coraz częściej widzę w komunikacji miejskiej ludzi z czytnikami zamiast tradycyjnych książek. Kiedyś upierałam się, że nie ma to jak papierowa książka, która pachnie i w której możesz przewracać strony, zastanawiając się, co się dalej wydarzy. Czytnik na pewno nie jest rzeczą niezbędną, ale stanowi przydatne narzędzie dla tych, którzy dużo czytają i dużo podróżują. Dzięki niemu udało mi się zabrać do Hiszpanii ok. 100 książek, co na pewno nie byłoby fizycznie możliwie przy limicie bagażu 30 kg (w którym wypadałoby zabrać też np. ubrania czy buty ;)). Dodajmy do tego jeszcze czas spędzony na dojazdy na uczelnię i do moich uczniów, i wychodzi sporo czasu na nadrobienie czytelniczych zaległości. Ostrzegam, że nie jestem specjalistą od czytników, jedynie zadowoloną użytkowniczką, która miała okazję zobaczyć i wypróbować kilka modeli. 


Pierwsza uwaga: czytnik =/= Kindle. To dobra i doskonale wypromowana marka, ale nie jedyna istniejąca.  Ja "odziedziczyłam" po moim narzeczonym Barnes & Noble Nook i jestem z niego bardzo zadowolona. Niektórzy narzekają na poświetlenie, według mnie działa ono bez zarzutu. Luby wahał się pomiędzy Kobo Aura HD a Onyx BOOX T68 Lynx, w końcu wybrał to drugie i ma mieszane uczucia. Póki co nie mam zamiaru mojego Nooka zamieniać na nic innego ;)



Najważniejsza kwestia: e-papier. Nigdy LCD! Niektórzy czytają na np. na tabletach, ja nie potrafię. Ekran, czy to komputera, czy tabletu, czy komórki, bardzo męczy moje oczy. E-papier to inna technologia i inny komfort czytania. Kolejną zaletą czytników jest to, że bateria potrafi trzymać miesiąc lub nawet dwa :) Bajer, prawda? 



Więcej porad: Jak wybrać czytnik?



PS. To jedyna strona jaką znalazłam, która na dzień dobry nie krzyczy "Kindle!". Nigdy nie odczuwałam potrzeby, żeby kupić np. iPada, i chyba w ogóle obce są mi fazy na jakąkolwiek markę. Moim zdaniem zawsze warto lepiej wybadać rynek i przejrzeć różne opcje, nie tylko te najlepiej reklamowane. 

11:53

Porównuj siebie do ... siebie

Porównuj siebie do ... siebie
O porównywaniu siebie do innych i jego zgubnych skutkach napisano już setki artykułów, i nie chciałabym ich powielać. Więc o czym będzie?


Pomyśl o sobie sprzed, powiedzmy, trzech lat. Co przez ten czas osiągnąłeś/łaś? Jakie umiejętności i jaką wiedzę udało Ci się zdobyć? A może jest coś, co kiedyś sprawiało Ci trudność, a teraz wydaje się czymś zwyczajnym? Na pewno sporo by się znalazło tych pozytywów, nawet to jeśli tylko drobiazgi. I z drugiej strony, co od dawna wymaga poprawy, a nigdy nie masz wystarczająco czasu lub siły, by się tym zająć? Nad czym jeszcze musisz popracować, żeby jutro być lepszym?

Z zewnątrz widać tylko fasadę. Tylko Ty sam(a) wiesz, ile kosztowało Cię dojście do momentu, w którym teraz się znajdujesz.

A oto moje robocze zestawienie:


13:17

W pociągu

W pociągu
Jestem weteranką PKP. Nie umiałabym zliczyć, ile godzin spędziłam w pociągach, ale nie był to czas stracony ;)

Tłum na peronie. Nieustannie uśmiecha się do nas kilkuletni chłopczyk, jasnowłosy aniołek w niebieskiej czapce. Macham do niego. Jego mama pyta mnie o coś nieporadną polszczyzną. Okazuje się, że jest Słowaczką. Przechodzimy na angielski. Kiedy spóźniony pociąg podjeżdża wreszcie na peron, proszę jakiegoś chłopaka, by pomógł obładowanej bagażami kobiecie ze wstawieniem wózka. Kolejne drobne uprzejmości wymieniam ze studentkami z wymiany. Jedna z nich niefrasobliwie zapomniała z domu legitymacji studenckiej. Trzeba było dopłacić, nie ma rady. Konduktor nie posługiwał się zbyt dobrze językiem Szekspira i potrzebna była drobna pomoc.

Kiedyś spotkałam dziewczynę, która po usłyszeniu o mojej miłości do Japonii obdarowała mnie breloczkiem z gejszą. Na peronie w Krakowie poznałam Latynoskę mieszkającą na stałe w Irlandii, która chciała dopłacić mi do biletu, żebym została w pierwszej klasie i żebyśmy mogły kontynuować rozmowę. Nie znałam wtedy jeszcze ani słowa po hiszpańsku, ale po co jest angielski ;) W pociągu poznałam pierwszego i ostatniego jak dotąd mężczyznę, który pocałował mnie w rękę (a raczej w powietrze nad ręką ;)) i zabawiał rozmową całą drogę Opole-Wrocław. Takich opowieści znalazłabym pewnie jeszcze kilka, gdybym mocno wytężyła pamięć. Nie były to przełomowe znajomości ani rozmowy, ale na pewno stanowiły przyjemne urozmaicenie mojego życia zawieszonego pomiędzy Krakowem a Wrocławiem. 


Teraz zazwyczaj po prostu wykorzystuję czas w pociągu, by poczytać, posłuchać muzyki lub po prostu pospać. Czas i  tak płynie, więc można "przełączyć się" i nadrobić czytelnicze zaległości (w przypadku wczorajszej podróży była to "Złodziejka książek" Zusaka). Kiedyś te podróże były inne: eskcytacja w drodze do Wrocławia i czarna rozpacz podczas powrotu do Krakowa. Kiedyś całą drogę uczyłam się znaków i pisałam je krzywo (jak to zrobić inaczej, skoro pociąg co chwilę podskakuje). Potem przerzuciłam się na tańsze i szybsze autobusy, a jeszcze później na zawsze opuściłam Kraków i zamknęłam rozdział pod tytułem "związek na odległość", przechodząc do "mieszkanie razem". Najlepsza decyzja w życiu. 

Pociągi dobrze mi się kojarzą. Spóźnienia i awarie dotykały mnie zaskakująco rzadko, jak na złą sławę, jaką ma PKP. Czasem znajdzie się ktoś, z kim można porozmawiać, wymienić poglądy. Pomóc komuś, chociażby miałby to być drobny gest, lub samemu doświadczyć zwykłej, ludzkiej uprzejmości. Oby takich dobrych osób było jak najwięcej wokół nas, nie tylko w pociągach. 

11:17

Warto poczytać #1

Warto poczytać #1
Przekonanie, że komiksy są medium przeznaczonym tylko dla dzieci, powoli przestaje być popularne (albo przynajmniej taką mam nadzieję). Dziś chciałabym polecić Wam kilka komiksów japońskich (mang), które mogą zainteresować dojrzałego czytelnika i które są dostępne w Polsce. (Tylko japońskich, gdyż na tym bardziej się znam, ale  jestem pewna, że jest wiele komiksów różnego pochodzenia, które mogłyby do tej skromnej i subiektywnej listy dołączyć).
Uwaga! Opisy pochodzą ze stron wydawców, a komentarze ode mnie ;)
"Monster" (Naoki Urasawa) 

 Każdy czasem odczuwa niepokój. Nawet zdolny doktor Kenzō Tenma nie jest żadnym wyjątkiem. Skąd mógł wiedzieć, że powrót do zajęcia, jakim jest ratowanie ludzi, nie przyniesie mu sukcesu, lecz powoła do życia niesamowitą istotę? Czym jest sprawiedliwość, czym jest zło? Te pytania pozostawiam Tobie. 


Dlaczego polecam? Naoki Urasawa to klasa sama w sobie. Interesująca fabuła i dobrze wykreowani bohaterowie. Prowokuje do refleksji np. na temat tego, czy każde ludzkie życie jest warte tyle samo. 
Podobną tematykę podejmuje również: 


"Ikigami" (Motorou Mase)



       „Dekret o nieustannym rozwoju kraju” – wspomaga wzrost gospodarczy oraz zmniejsza przestępczość, a jednocześnie pomaga zrozumieć, jak wielkim dobrem jest życie. Koszty, jakie ponosi naród są niewspółmiernie niskie w porównaniu z korzyściami. Czy można nazwać wysoką ceną to, że jeden na tysiąc obywateli w wieku 18-24 lat jest uśmiercany przez eksplozję krążącej w jego ciele nanokapsuły? Oczywiście każdy może mieć swoje zdanie na ten temat, ale jedynie krzywomyśliciele uznają to prawo za złe…

Główny bohater, Fujimoto, pełni honory doręczyciela „Ikigami” – „Zawiadomień o śmierci”. Nie jest to łatwa praca, bo nie każdy jest gotów pogodzić się z przeznaczeniem. Niektórzy ludzie chcą jeszcze coś zmienić, zanim umrą. Czy wystarczą im 24 godziny?

Dlaczego polecam? Gdyż to ciekawy wgląd w psychikę osób, które mają świadomość, że za 24 godziny umrą. Jak zareagują? Jak ustosunkują się do swojego losu? W świecie Ikigami byłabym niewątpliwie krzywomyślicielem. 


"Opowieść panny młodej" (Kaoru Mori)



Dwudziestoletnia Amira zostaje wydana za młodszego o 8 lat Karluka. Dziewczyna opuszcza swoje koczownicze plemię, by zamieszkać wraz z mężem i jego rodziną w odległym mieście na Jedwabnym Szlaku. Uzdolniona w łucznictwie i jeździectwie, otwarta i bezpośrednia Amira próbuje odnaleźć swoje miejsce w nowej społeczności. Gdy między nią a Karlukiem rozkwita głębsze uczucie, w mieście pojawia się starszy brat Amiry, żądając unieważnienia małżeństwa. Między dwoma rodzinami wybucha spór.

Dlaczego polecam? To ciekawa opowieść obyczajowa, narysowana z ogromną dbałością o detale (zamieszczony powyżej obrazek mówi sam za siebie). Do tego przepiękne wydanie pozwala w pełni delektować się tym komiksem.


"Eden: it's an endless world" Hiroki Endo 

Akcja Edenu osadzona jest w niedalekiej przyszłości (przełom XXI i XXII wieku), w świecie spustoszonym przez tajemniczy wirus (Closure Virus). Epidemia, która zmniejszyła populację Ziemi o co najmniej 15%, zmieniła polityczną i ekonomiczną mapę świata. Historia opowiadana przez Hirokiego Endo rozciąga się na wiele lat i obraca się wokół postaci dorastającego chłopca Eliaha Ballarda. W tle rozgrywa się walka o światową dominację, podkreślona ciągłą groźbą następnego ataku śmiertelnego wirusa. 

Dlaczego polecam? Znowu coś "mocniejszego". Dopiero zaczęłam czytać, ale już mam wrażenie, że to będzie coś niezwykłego. 

"Fullmetal Alchemist" (Hiromu Arakawa)

Dwaj bracia, Edward i Alphonse Elric, za pomocą tajemnej sztuki alchemii podejmują rozpaczliwą próbę przywrócenia życia zmarłej matce. Niestety, transmutacja kończy się niepowodzeniem. ostatkiem sił Edwardowi udaje się przywołać z zaświatów duszę Alphonsa i zamknąć ją w metalowej zbroi, jednak cena, jaką musiał za to zapłacić, jest wysoka – Edward musi poświęcić w zamian swoją prawą rękę. Bracia składają przysięgę, że pewnego dnia odzyskają wszystko to, co utracili..

Dlaczego polecam? Coś trochę innego od pozostałych pozycji z listy, jako że poleciłabym tę serię także młodszemu czytelnikowi. Gatunki? Fantasy, przygodowy, dramat, akcja, komedia... innymi słowy, wszystkiego po trochu, co zostało umiejętnie złożone w fascynującą historię.

To by było tyle na dzisiaj! Do zobaczenia w następnej edycji Warto poczytać!

14:47

Idealny weekend (językowy)

Idealny weekend (językowy)
Na początek garść linków:
Dlaczego uczyć się języków u polskich nauczycieli?
Miałam napisać coś na ten temat, ale Dorota z bloga Hiszpański na luzie stworzyła bardzo ciekawy wpis, więc pozostaje mi odesłać do niego. Nie twierdzę, że native nie może być dobrym nauczycielem. Na to składa się wiele czynników, sam fakt bycia rodzimym użytkownikiem języka nie załatwia wszystkiego. Kto z Was, z ręką na sercu, podjąłby się nauczania obcokrajowców języka polskiego? Przyznam, że nie umiałabym wytłumaczyć, dlaczego w mianowniku jest "stół", ale "o kim? o czym?" "o stole"? Oboczność, no ale jak to wyjaśnić?

 Why I don't use flashcards?
Dotąd spotkałam się z samymi pochwałami na temat fiszek. Tutaj głos z drugiej strony barykady ;)

Jak znaleźć metodę nauki języka obcego?
Świetny wpis osoby, która naprawdę wie, o czym pisze. Polecam, polecam, polecam.

A teraz coś o moim językowym weekendzie!

Angielski 
Kilka odcinków "Buffy the vampire slayer" (po angielsku, bez napisów). 2 strony słówek i 1 temat z Advances Learner's grammar" -> modal verbs.

Hiszpański 
"La que se avecina", rewelacyjny serial komediowy. Opracowywanie tekstu o koloniach w Ameryce Łacińskiej, operującego trudnym słownictwem i dość skomplikowaną gramatyką.

Portugalski 
Ćwiczenia z czasu przeszłego. Słuchanie piosenek Disneya po portugalsku ;)

Japoński
Początek powtórki z języka honoryfikatywnego.


Może nie ma tego za wiele, ale poza tym udało mi się pójść na łyżwy i na konferencję o Wiedźminie w popkulturze. Pospacerowałam też z narzeczonym po Wrocławiu.


We Wrocławiu krasnoludki mają własne banki ;) Miało być o językach, więc dodam, że tłumaczenia imion wrocławskich krasnali na język angielski to interesująca kwestia, którą kiedyś na pewno skomentuję.

I tym optymistycznym akcentem kończę :)




13:35

Portugalia w 6 smakach

Portugalia w 6 smakach
A nawet w wielu więcej :) Nie będzie to wpis o portugalskiej kuchni (chociaż na pewno warto by taki napisać, a już na pewno o słodyczach), ale o pięknie i różnorodności Portugalii.

Zabytkowa i kolorowa Lizbona, a w niej... 

... charakterystycznezabytkowe tramwaje... i ludzie, którzy parkują na torach i blokują ruch. To podobno typowa sytuacja ;)

Przedziwne stworzenia w ogromnym ocenarium w Lizbonie.

Piękne skaliste wybrzeża Algarve. 

Niestety zdjęcia nie oddają w pełni ich uroku :(


Kraniec kontynentalnej Europy. 

Pyszna nalewka z wiśni serwowana w kubeczku z czekolady. Polecam skosztować, najlepiej w Obidos :)

Zabytki często nie są dopieszczone, wręcz przeciwnie, ale tkwi w tym jakiś specyficzny urok. 

Porto - nie nazwałabym go "pięknym" w klasyczny sposób, ale na pewno ma w sobie to "coś"! 

To wszystko z płytek ceramicznych (azulejos)! 

Tajemnicze ogrody Quinta da Regaleira. 

W przygotowaniu kolejny wpis, jeszcze więcej miejsc i ciekawostki :) 


04:10

Zakochana

Zakochana
Jestem zakochana. W Portugalii i języku portugalskim. W moim narzeczonym. W życiu.
Dopiero co wróciłam z podróży, więc muszę przekopać się przez ponad 1000 zdjęć, wtedy na pewno podzielę się dokładną relacją.

Póki co zapowiedź: ja na najdalej wysuniętym na zachód punkcie Europy kontynentalnej :)






13:20

Dlaczego nie będę dobrym "samorozwojowcem", i plany

Lubię siedzieć do 13 w piżamie, oglądając seriale (po hiszpańsku co prawda, więc walor edukacyjny też jest). Lubię spać do późna czy wybrać się na powolny spacer z ukochanym. Samorozwój jest bardzo ważny (gdybym tak nie uważała, nie zapisałabym się do grupy samorozwojowej), ale myślę, że trzeba znać granice i czasami "wrzucić na luz". Więc proponuję: zamiast rozciągać dobę i przed 8 już być po porannym biegu i porcji nauki języków, może pospać trochę dłużej? Każdy ma inne preferencje i nie przeczę, że to co odpowiada mnie, uszczęśliwi każdego. Więc jeśli wyciąganie z dnia 110% i ciągła aktywność Ci odpowiada i sprawia satysfakcję, to rozumiem i podziwiam. Jeśli jednak czujesz, że coś nie gra, pozwól sobie zwolnić tempo i popatrzeć w gwiazdy, ignorując na chwilę leżącą obok listę "to do" z kilkunastoma (albo i więcej) pozycjami do odhaczenia.  A ja będę się "samorozwijać" na własny sposób i w swoim czasie (tzn. nigdy przed 8 rano :D). Taki już ze mnie kiepski samorozwojowiec ;)

A co u mnie? W skrócie:
Wreszcie obejrzeliśmy Frozen i choć film nie wzbudził mojego zachwytu, rozbudził we mnie chęć nadrabiania filmowych zaległości. Uczącym się hiszpańskiego polecam Aqui no hay quien viva i La que se avecina - dwa absurdalne i wciągające seriale komediowe. Wychodzę z założenia, że skoro rozumiem żarty w obcym języku, to muszę go znać całkiem nieźle. Kto jeszcze nie widział Strażników galaktyki, niech biegnie do kina! Mam czytnik!! Konkretnie Barnes & Noble Nook. Tak, czytniki to nie tylko Kindle :) Nadal kocham papierowe książki, ale czytnik jest niezastąpiony w podróży, a i obawiam się, że nasza kawalerka nie pomieści więcej książek :)

Teraz na tapecie nauka portugalskiego, japońskiego (skoro mam uczyć innych to sama muszę się doszkalać i rozwijać) i angielskiego. Od hiszpańskiego mam urlop ;) 12 września ruszam do Portugalii, będę robić duuużo zdjęć!

Pozdrawiam!

14:29

Erasmus = Orgasmus?

Niecałe dwa tygodnie temu wróciłam z Erasmusa. Spotkałam się z opiniami, że ta wymiana to głównie okazja do picia i imprezowania za unijne pieniądze (przecież Erasmus-Orgasmus, prawda?). Cóż... jeśli ktoś chce spędzić te parę miesięcy na libacjach i podbojach seksualnych, to ma ku temu możliwość, jak najbardziej. Ja wolałam zwiedzać, chodzić na tapas czy na plażę, i szlifować język. Mój związek wyszedł bez szwanku, dużo wzajemnego zaufania i wykorzystanie nowoczesnych technologii to klucz. Czy Erasmus mnie zmienił? Trudno powiedzieć. Jestem zadowolona z pobytu. Bardziej samodzielna, lepiej znam hiszpański, zyskałam znajomych z różnych zakątków świata. Ale oprócz tego nadal jestem sobą i przedkładam spokojny wieczór z ukochanym, lampką wina i serialem nad wyjście do klubu ;) Co nie zmienia faktu, że od momentu powrotu przeglądam wszelkie oferty zagranicznych praktyk, staży czy wolontariatów. I skoro pojawiła się taka możliwość, planuję wyjechać również na magisterce, jeśli uda się to pogodzić ze zdobywaniem uprawnień nauczycielskich. Gorąco polecam Erasmusa :)

A teraz czas nacieszyć się polskim chlebem, domową kuchnią i wszechobecną zielenią. Jestem bardzo wdzięczna za to, że mogłam wyjechać i tam podszkolić hiszpański, ale jak to mawiają: wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej. 

17:38

Hiszpańsko! (wreszcie)

Hiszpańsko! (wreszcie)
Jest mi wstyd... po raz kolejny obiecałam wpisu i długo nie wywiązywałam się z obietnicy... Na swoje usprawiedliwienie mam tylko tyle, że ponad tydzień temu przyjechał do mnie narzeczony (po 2 miesiącach rozłąki). A teraz.... do rzeczy!

Dobrze mi się mieszka w Hiszpanii, ale nie mogłabym tutaj zostać na stałe. Wspomnę szybciutko o rzeczach, które mi się nie podobają, bo jest ich niewiele, poza tym lepiej skupiać się na pozytywach :) Nie mogę się przyzwyczaić do hałasu, bałaganu jaki zostawiają Hiszpanie po jedzeniu, do spóźnień i do... psich kup leżących wszędzie. Nie wiem, jak jest w innych miastach, ale w Almerii tak jest, mimo plakatów apelujących o posprzątanie po swoim pupilu. Wiele miejsc tutaj ma potencjał, ale jest zaniedbanych. Tyle minusów.

 Katedra w Almerii.


Widok z twierdzy Alcazaba w Almerii.

Walencja. Bardzo żałuję, że spędziłam tam tylko dobę i niewiele widziałam.

Las Fallas, widowiskowie święto. Te śliczne rzeźby są potem palone.


Stroje podczas Fallas.

Plaza Nueva w Granadzie przy niezbyt sprzyjającej pogodzie.

 Detale w twierdzy Alhambra. 


Ogrody tamże.



Insenizacja rodem z westernu w parku rozrywki Oasys.

Granada nocą. Niestety miałam ze sobą tylko komórkę: zrobiłam to zdjęcie w trakcie długiego spaceru, pod koniec którego wraz z przewodnikiem i z latarkami na czołach wspinaliśmy się na czworaka na wzgórze, żeby zachwycić się tym oto widokiem.

Zoo w parku Oasys w porze posiłku. 

Jutro wyruszam do Kordoby, Sewilli i Malagi, a stamtąd do Las Palmas de Gran Canaria. Po moim powrocie spodziewajcie się kolejnych zdjęć i relacji :) Pozdrawiam!

10:34

Erasmus trwa!

Jestem padnięta po wycieczce do Mini Hollywood :) Wkrótce postaram się umieścić tutaj więcej zdjęć z samej Almerii i okolic, z Walencji i Granady. Zastrzegam, iż moim zamiarem było raczej utrwalenie wspomnień, niż zrobienie świetnych technicznie zdjęć. Osoby mające Facebooka odsyłam po zdjęcia tutaj: Album. Zdjęcia powinny być widoczne dla wszystkich zalogowanych. Jeśli nie są, napiszcie proszę.
W przygotowaniu dłuższy wpis, stay tuned! Pozdrawiam! 

07:35

Erasmus w Almerii - początki

Erasmus w Almerii - początki
Dotarłam bezpiecznie i od tygodnia z hakiem powolutku układam sobie życie w Almerii. Poznałam już sporo osób, byłam na części zajęć, próbuję się oswoić się z chaosem panującym na uczelni i ostatecznie wybrać przedmioty :) Miasteczko jest piękne (z paroma wyjątkami :P), a ludzie mili i pomocni. Jeszcze nie do końca dociera do mnie, że mam tu spędzić 5 miesięcy. W momentach tęsknoty bawię się pierścionkiem (tak, od około 2 tygodni jesteśmy zaręczeni) i myślę o moim lubym, z którym przez najbliższe 7 tygodni będę tylko wisieć na Skype. No ale coś za coś! Niestety, na uniwersytecie i w mieszkaniu bywa bardzo zimno, bo ogrzewania brak.

Kilka zdjęć:
Widok z okna.

Plaża. Bajecznie! 

Dodam więcej zdjęć, kiedy naładuję telefon i odszukam przejściówkę do aparatu. Pozdrawiam gorąco! :)

12:08

Przygotowania, nerwy... czyli przed wyjazdem!

Hej. Być może już wiecie, że na semestr letni wybieram się na Erasmusa do Hiszpanii. Z jednej strony jestem podekscytowana, z drugiej strony - przerażona, ale mam nadzieję, ze wszystko ogarnę :) A oto wieści z placu boju (na zielono rzeczy już załatwione):
* 3/3 prace pisemne napisane (wyniki nieznane)
* 3/7 kolokwiów napisane (wyniki nieznane)
* 0/2 egzaminy napisane
* konto walutowe 
* ubezpieczenie w NFZ
* karta Euro > 26
* Learning Agreement
* kontrakt studencki
* roaming
* bilet na bus Alicante-Almeria
* pakowanie
* zerwanie umów o mieszkanie, o kurs japońskiego i o wolontariat
* znalezienie mieszkania


Wylot 10 lutego :)
Copyright © 2016 Przez okulary , Blogger