14:21
Na dobrej drodze + ogłoszenie
Czas przerwać milczenie na blogu! Tym, którzy nie obserwują mnie na FB, chciałabym polecić mój skromny artykuł na Woofla.pl, bardzo ciekawym i inspirującym portalu o nauce języków obcych. Co prawda nie będę tam początkowo aktywna tak często, jak bym chciała, ale mam nadzieję od czerwca przyczynić się trochę do rozwoju tej strony. Ale zostańcie jeszcze chwilę ze mną!
12:45
Językowe odkrycia: garść linków
Krótka rozgrzewka przed napisaniem dłuższego i poważniejszego wpisu dotyczącego języków obcych. Stay tuned! A póki co, odsyłacze do kilku miejsc w Internecie, które mi się spodobały:
Języki ogólnie
50 fun facts about world languages - lubię ikonografiki, a Wy?
Angielski
Podcasty po angielsku - i to nie od byle kogo, bo od BBC. Wysłuchałam kilka i bardzo mi się spodobały. Pozwalają poznać ciekawe idiomy, a dla mnie, która niewiele czasu może zagospodarować na naukę angielskiego, są jak znalazł.
React to - anglojęzyczny kanał na Youtube, na którym różne grupy (dzieci, nastolatki, osoby starsze, Youtuberzy) reagują na popularne filmiki. Naszymi ulubieńcami są dzieci, którym oprócz filmików prezentowane są np. nietypowe jedzenie czy stara technologia (np. pierwsze komputery czy maszyna do pisania). Ich reakcje są rozczulające!
Hiszpański
Słownictwo z różnych krajów Ameryki Łacińskiej jest dla mnie póki co wielką zagadką, więc chętnie będę zaglądać na Así hablamos.
Latynosi pod lupą - okej, może to nie język, ale społeczeństwo jest z językiem nierozłącznie powiązane. Chcecie się czegoś dowiedzieć o Ameryce Łacińskiej? Gorąco polecam tego bloga!
Instytut Cervantesa, czyli miejsce, które powinna znać każda osoba zainteresowana językiem, kulturą i literaturą Hiszpanii. Chociaż muszę przyznać, że nie znalazłam tam aż tylu przydatnych materiałów do nauki, co na stronie Instytutu Camõesa, zajmującego się z kolei kulturą Portugalii. Będę dalej szukać!
Portugalski
Wspomniany Instytut Camõesa. Mamy tu np. świetne interaktywne książki o portugalskich królach czy o odkryciach geograficznych. Moja ulubiona póki co traktuje oczywiście o dotarciu Portugalczyków do Japonii :D
Japoński
Jugyouchuu - (=授業中, czyli "podczas zajęć") - zajęcia okiem nauczycielki japońskiego. Mądrze i z humorem :)
WakuWaku Japanese - fajne lekcje japońskiego na youtube.
To tyle na dziś! Do poczytania!
14:54
Za dużo
Wracam z zajęć i krzątam się. Zmywam naczynia, wstawiam pranie, odkurzam. (Swoją droga, nawet nie wiecie, jaką radość sprawiło mi kupno nowego odkurzacza z turboszczotką ;) Może gdzieś głęboko we mnie siedzi Perfekcyjna Pani Domu). Czegoś się pouczę, przygotuję korepetycje na najbliższe dni. Do nieskomplikowanego posiłku obejrzymy coś z lubym. Przydałoby się uzupełnić zapasy w lodówce. Znowu trochę nauki, porcja Internetu, prysznic, kilka stron książki. Niby nic specjalnego, tylko same życie i zwyczajne obowiązki, ale czasami czuję się przytłoczona. Wszystko chciałabym zrobić przynajmniej na 99% ;)
Jestem zadaniowcem. Lubię mieć zrobioną listę rzeczy do zrobienia i lubię odhaczać kolejne pozycje z listy. Niestety swego czasu wpadłam w pułapkę samorozwoju ;) Kto czyta blogi o tej tematyce, pewnie wie, o czym mówię. Czytam mnóstwo inspirujących postów, mam setki pomysłów, jak poprawić organizację czasu, ale niestety często kończy się na teorii. Łapię na tym, że odpoczynek wiąże się u mnie często z wyrzutami sumienia. Np. teraz w niedzielę: we Wrocławiu piękna pogoda, ludzie wylegli do parku, w tym i my. Leżałam sobie na kocyku, czytałam, słoneczko grzało i czułam się naprawdę dobrze, ale... gdzieś tam w myslach sobie liczyłam, co po kolei zrobić, jak wrócę, i ile będę miała czasu. To kwestia dla natychmiastowej poprawy! Nawet choćby lista "to do" mi wisiała przed oczami, nigdy nie powinnam żałować sobie czasu dla siebie na relaks z ukochanym, na książkę czy np. zabiegi pielęgnacyjne. A już na pewno nie w niedzielę (jedyny dzień, w który nie mam ani zajęć na uczelni, ani nie udzielam korepetycji). Inna sprawa, że za dużo u mnie planowania, za mało działania ;)
Wspomniany niedzielny relaks z mojej (leżącej) perspektywy ;)
Za dużo mam też rzeczy. Obydwoje jesteśmy zbieraczami. "Tę bluzkę jeszcze lubię, to się jeszcze przyda". Ze względu na dużą ilość rzeczy sprzątanie u nas jest żmudne. Lubię i czytać, i mieć książki, ale z części z nich po prostu wyrosłam albo pewnie znowu po nie nie sięgnę. Planuję niechciane książki i komiksy oddać do którejś z bibliotek, znajomym, może na Bookcrossing? Jestem otwarta na sugestie. Chętnie pozbędę się też niechcianych ubrań (w dobrej jakości, po prostu są już za małe). Kolejnym krokiem będzie ban na kupowanie kosmetyków (chyba, że skoczę poprzedni i nie będę miała czego używać), biżuterii i butów. Mam też mnóstwo pluszaków, ktrych los się waży. Zachowałabym je z sentymentu, ale mam świadomość, że gdzie indziej mogą się przydać bardziej. Poza tym mam już prawie 23 lata i swojego prywatnego misia do przytulania :D
Tym mam nadzieję się zająć jak skończę ten wpis... i zrobię ćwiczenia z portugalskiego... i wezmę prysznic.
Raczej nie będę true minimalistką, ale widzę, jaką zabójczą mieszanką są chaos w mieszkaniu i (za) duże poczucie obowiązku.
A Wy? Jak godzicie wszystkie obowiązki? Znajdujecie czas dla siebie, dla najbliższych i na rozwijanie pasji?
14:38
Wymarzone podróże: Kordoba
Zawsze kusiła mnie Andaluzja: słoneczna, malownicza, pełna zabytków i świadectw długoletniego panowania arabskiego na Półwyspie Iberyjskim. Podczas pobytu na Erasmusie udało mi się zwiedzić Granadę, Kordobę, Sewillę i Mojácar. Niestety, póki co odwiedziłam głównie najbardziej popularne atrakcje turystyczne. Chociaż nie wiem, czy "niestety" jest tu właściwym słowem, gdyż te znane miejsca zapierają dech w piersiach i jak najbardziej zasługują na swoją sławę.
Na pewno kiedyś jeszcze wrócę do Andaluzji! A póki co, relacja z wyprawy z narzeczonym:
Kiedy? Kwiecień 2014
Gdzie? Almeria - Kordoba - Sewilla - Malaga (niestety nie udało się zahaczyć o Rondę)
Czym? Poruszaliśmy się autobusami ALSA, którym nie mam nic do zarzucenia. Niestety są dość drogie w porównaniu z PKS. Polecam również sprawdzenie innych przewoźników, przejazd pociągiem bądź skorzystanie z blablacar, w zależności od naszych oczekiwań i możliwości finansowych.
Noclegi: Tutaj podobnie, dużo zależy od zasobności naszego portfela i tego, czy jesteśmy back-packerami, czy zwolennikami wygody. Zależało nam na pokojach dwuosobowych, co nieco podniosło koszty. Hotele rezerwowaliśmy za pomocą booking.com i nie mieliśmy żadnych problemów (no, prawie żadnych... ale o tym potem :D), ale coraz częściej natrafiam na negatywne opinie na temat działania tej strony, więc doradzam ostrożność.
Okej, dosyć wstępu! Przechodzimy do sedna, czyli relacji okraszonej zdjęciami.
(Dajcie znać, czy odpowiada Wam taka forma, czy jednak wolelibyście więcej tekstu!)
Pobyt w Kordobie rozpoczęliśmy od spaceru...
w stronę najpopularniej atrakcji, jaką jest Mezquita. Po drodze zauroczyły nas wąskie uliczne i słynne patia:
Budowę Mezquity rozpoczęto w roku 788 na miejscu, gdzie wcześniej znajdowała się wizygocka Bazylika św. Wincenta Męczennika, a jeszcze wcześniej - świątynia poświęcona Janusowi. W 1238, w wyniku rekonkwisty, Mezquita została przekształcona z meczetu w kościół. Kilka (:D) zdjęć z tego zabytku, wpisanego na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO:
Pozostałości wspomnianej już dawnej bazyliki.
Memento mori.
Nie mogło tu zabraknąć lasu kolumn, najcześciej kojarzonego z tą katedrą.
Piękne siedzenia dla kleru.
Udało się sfotografować kolumny bez prawie żadnych turystów!
Czas opuścić Mezquitę i udać się dalej...
...w stronę Mostu Rzymskiego nad rzeką Guadalquivir, który na zdjęciach pojawi się nieco niżej.
Wstąpiliśmy również do wieży Calahorra. Ekspozycja w wieży jest dość ciekawa, ale nie jest moim zdaniem obowiązkowym punktem zwiedzania.
Jeden z ciekawszych elementów wystawy: makieta Alhambry.
Deja vu? ;)
Widok ze szczytu wieży na Most Rzymski i stare miasto.
Luby uwielbia fotografować detale :)
Ruiny świątyni rzymskiej, na które trafiliśmy przypadkiem...
Tradycja i nowoczesność.
Następnym razem relacja z Sewilli!
Jeśli podobał Ci się wpis, zapraszam do polubienia strony na Facebooku.
12:16
Kwiecień miesiącem wyzwań
W ramach odkurzania postanowień noworocznych :)
Ograniczyć słodycze
Ci, którzy mnie znają wiedzą, jakie ilości słodyczy jestem w stanie pochłonąć, zwłaszcza kiedy muszę się dużo uczyć. Zawsze mi było niby wstyd, ale jak to bywa z nałogami, jakoś nie mogłam się zebrać w sobie, żeby niezdrowe przyzwyczajenia zmienić ("nie piję, nie palę, to na to mogę sobie pozwolić"). Jakieś 3 tygodnie temu po zjedzeniu słodyczy zrobiło mi się niedobrze... i od tego czasu mocno je ograniczyłam. Na pewno będe kontynuować projekt, korzystając z rad zawartych w archiwalnym wpisie na blogu koleżanki.
Aktywność fizyczna
Uniwersytet Wrocławski o mnie dba. Jakkolwiek proces zapisów na WF i ogólnie sposób traktowania WF na uczelni jest... dyskusyjny, tak w sumie się cieszę, bo będę chodzić na body styling za darmo i w dość rozsądnej godzinie. Czeka mnie sporo pracy nad sobą... Mam zamiar też wrócić do skakania na Stepmanii. Wikipedia głosi, że Stepmania jest "komputerowym symulatorem gier muzycznych". O co chodzi? Mamy matę:
I chyba łatwiej będzie mi zaprezentować niż wytłumaczyć:
Oczywiście daleko mi do poziomu tego dzieciaka ;)
Chodzić na łyżwy
Zaniedbana jazda na łyżwach zasługuje na osobny punkt :) Trochę ciężko może być wygospodarować czas, ale skoro już przywiozłam z domu łyżwy, to nie odpuszczę. Na szczęście we Wrocławiu kryte lodowiska są czynne do 30 kwietnia, więc można wyzwanie przedłużyć ;)
Więcej czytać
Książki czytam zwykle tylko w komunikacji miejskiej lub czasami przed snem. Czasu w komunikacji miejskiej spędzam sporo, ale że dzielę uwagę pomiędzy muzykę a książki, lista książek do przeczytania jakoś nie chce się skrócić ;) Poza tym chciałabym przede wszystkim zanurzyć się w lekturze, a nie odhaczać kolejne pozycje z listy. Obecnie czytam "Drużynę pierścienia" (tak, dopiero teraz). Książkę pożyczyłam daaawno temu. Najwyższy czas nadrobić zaległości w znajomości klasyki fantasy i oddać "Drużynę..." prawowitemu właścicielowi ;) Drugi w kolejce jest Don Kichote, którego znajomość muszę odświeżyć na egzamin licencjacki.
Dodajmy do tego kolejne książki, komiksy, a także zaległości filmowe, i mamy już plany na długi czas :D
A Wy? Macie jakieś postanowienia? Jakie sporty uprawiacie, co czytacie? Co Wam teraz zaprząta myśli? :)
14:03
Językowo #4: Po co uczymy się języków obcych?
Warto znać języki obce, co do tego chyba nikt nie ma wątpliwości. Ale jakie cele przyświecają nam podczas nauki? Wizja podróży, chęć zdobycia lepszej pracy, możliwość porozumienia się z rodzimymi użytkownikami danego języka, obcowanie z literaturą w oryginale? Dobrze czasem przystanąć i zastanowić się nad tym, gdyż wyznaczenie konkretnego celu może pomóc nam w momentach zwątpienia (co oczywiście tyczy się nie tylko nauki języków). Dlaczego i po co uczę się języków obcych?
Angielskiego uczyłam się, podobnie jak zapewne większość czytelników, w szkole. Służy mi on głównie do wymiany opinii z obcokrajowcami, chętnie czytam też anglojęzyczne strony, blogi. Obecny poziom języka wystarcza mi do dość swobodnej komunikacji. W tej chwili moim celem jest doszlifowanie języka do poziomu C1, głównie ze względu na przydatność (lub raczej: nieodzowność) na rynku pracy.
Hiszpańskiego uczę się w sumie... z przypadku. Szukałam nowego języka do nauki i hiszpański akurat wpadł mi do głowy. Moją uwagę zwróciło przede wszystkim to, do jak bogatej kultury i historii jest kluczem ten język (nie tylko Hiszpanii, ale i Ameryki Łacińskiej). Na pewno chciałabym związać przyszłość zawodową z tym językiem (czy się uda, zobaczymy) i zwiedzić północną i centralną Hiszpanię, oraz Argentynę, Meksyk, Gwatemalę, Urugwaj, Chile... (i długo by jeszcze można było wymieniać). Zwiedzić zabytki, poznać ludzi. Chcę poczytać m.in. Borgesa i Llosę w oryginale. Poza tym, nauka sprawia mi przyjemność, a różnorodność języka hiszpańskiego chyba nigdy nie przestanie mnie zachwycać (wierzchołkiem góry lodowej są różnice leksykalne: oczarowało mnie np. kanaryjskie słowo na autobus, "guagua"). Uwielbiam też hiszpańską gramatykę. (Tak, ogólnie lubię gramatykę. Jestem dziwna :)).
Wiele osób pytało o japoński. Moja styczność z tym językiem (nie mówimy tu o nauce jako takiej) trwa na tyle długo, że ciężko mi przypomnieć sobie jej początki. Wydaje mi się, że zaczęło się od muzyki z japońskich filmów animowanych (anime). Pamiętam, że chętnie śpiewałam piosenki takie jak ta:
nie znając słów i nie wiedząc praktycznie niczego o języku. Po prostu podobało mi się jego brzmienie. Fascynacja anime powoli rozwinęła się i rozszerzyła o inne aspekty kultury Kraju Kwitnącej Wiśni.
Inna piosenka, z którą wiąże się dużo wspomnień... Napisy po hiszpańsku :)
Uczę się przede wszystkim dla przyjemności i aby móc porozumiewać się z osobami japońskojęzycznymi, i dzięki temu lepiej poznać ich życie oraz kulturę. Mam nadzieję, że swoje możliwości wypróbuję za rok podczas wymarzonej wycieczki do Japonii :) Możliwość oglądania anime i czytania komiksów w oryginale jest dodatkowym plusem, ale nie był to cel, który mi przyświecał.
No i na koniec portugalski. Byłoby super, gdyby przydał się w pracy. Póki co uczę się z obowiązku (przedmiot na studiach), ale naprawdę mi się podoba. Portugalię zwiedziłam już prawie całą, ale chętnie wrócę, zwłaszcza do Porto. Do emerytury może dotrę też do Brazylii ;)
Jak widać, moje językowe cele można skrócić do:
Dla ludzi, interakcji z nimi, lepszego ich zrozumienia (zarówno podczas podróży, jak i tutaj we Wrocławiu). Wizja podróży jest nieco odległa, ale powoli zbieram fundusze, śledzę też oferty praktyk i wymian zagranicznych.
Jako atut przy poszukiwaniu pracy (a że warto mieć inne wykształcenie poza filologicznym i konkretne umiejętności, wiem i ostatnio bardzo mnie męczy ta kwestia...)
Dla kontaktu z kulturą (literatura, kino, kultura popularna).
A Wy? Jak zaczęła się Wasza przygoda z językami obcymi? Po co się ich uczycie? Z niecierpliwością czekam na odpowiedzi, bo co człowiek, to historia :)


