14:07

Kilka widoków z (kociego) Kos

Kilka widoków z (kociego) Kos
Zdecydowanie za mało tematyki podróżniczej na tym blogu. Postanowiłam to nadrobić, począwszy od podróży odbytych wiele lat temu, aż po te najnowsze, nie wykluczam jednak, że będę trochę "skakać" po chronologii :) Na początek zapraszam na grecką wyspę Kos.

15:45

Żegnaj listopadzie! Plany na grudzień.

Wszyscy wiemy, jakie są listopady w Polsce. Czasami cudem pokonywałam chęć olania wszystkiego i zawinięcia się w kocyk. Zdałam sobie sprawę, że dotąd za bardzo skupiałam się na studiach. Nie znaczy to, że nie robiłam wielu rzeczy na ostatnią chwilę i nie opuszczałam zajęć. Po prostu musiałam "coś" robić w życiu i to nauka stała się moim celem, dzięki czemu trzeci rok z rzędu cieszę się stypendium rektora. Teraz z kolei odczuwam jakiś bezsens. Na uczelni jestem codziennie, ale na krótko i głównie wieczorami. Przedmioty z licencjatu w dużej mierze też były nieprzydatne w życiu, ale wydawały mi się jakieś ciekawsze, poza tym wypada żeby filolog znał literaturę i historię danego kraju. Teraz jest jakoś gorzej. Staram się to jakoś przełknąć i znaleźć sobie jak najwięcej zajęć, w których mogłabym się realizować. Lubię robić wiele rzeczy, ale brak mi jakiejś wielkiej pasji, która nakręcałaby moje życie. Wiem jednak, co mogłoby być taką pasją, więc może, może... :)

W tym miesiącu: 
  • udało mi się wziąć udział w dwóch szkoleniach: "Jak przełożyć język na pieniądze czyli o planowaniu kariery zawodowej dla filologów" i "Finanse dla językowców". Swoją drogą, bardzo dziwi mnie, dlaczego na obydwa zapisało się ponad 30 osób, a przyszły 3-4... 
  • obejrzałam z narzeczonym dwa sezony "Agents of S.H.I.E.L.D". Początkowo seria w ogóle mnie nie przekonała, ale z czasem przywiązałam się do postaci i teraz będę na bieżąco śledzić ich losy w 3 sezonie. Kawał dobrej rozrywki i do wieeele godzin kontaktu z angielskim :)
  • oprócz chodzenia właściwie co tydzień na czwartkowe spotkania Tower of Babel, poszłam także na dwa tandemy organizowane przez ESN i na Asian Meet 
  • złożyłam helikopter z Lego ;)
  • ścięłam włosy. Tylko trochę, bo bardzo ciężko u mnie o radykalne zmiany. Nie lubię eksperymentów i nie lubię fryzjerów. W ogóle ciężki ze mnie przypadek, bo nie lubię się malować, malować paznokci... W ogóle nie mam do tego cierpliwości. Może kiedyś nad tym popracuję. Albo po prostu pójdę na manicure ;)
  • po raz pierwszy byłam w nowym domu taty, który działkę kupił parę lat temu i od tego czasu razem z całą swoją rodziną ciężko pracował, żeby zbudować dom od zera
  • z planów językowych udało mi się jedynie: pogadać nieco z Hiszpanami, codziennie podczas sprzątania/innych czynności puszczać w tle znany mi już serial "Aqui no hay quien viva" i wciąż się przy nim śmiać, przeczytać kilka artykułów po hiszpańsku, wprowadzić kilkadziesiąt słów do ANKI
  • nie przeczytałam do końca żadnej książki! W tym momencie zapadam się pod ziemię ze wstydu. 
Jak widać, niewiele tego. W listopadzie przystopowałam nieco, za to grudzień szykuje się pracowity. 

Planuję: 
  • zabrać się pełną parą do przygotowań do wyjazdu do Japonii: zrobić zdjęcie do paszportu, zamówić JR Pass umożliwiający dużo tańsze przejazdy pociągami, rozplanować, jakie obiekty warto zwiedzić w danym miejscu 
  • bardziej skupić się na angielskim, opracować jakiś realistyczny, a nie jak mam w zwyczaju zbyt ambitny plan nauki, i go realizować 
  • śledzić życie kulturalne Wrocławia, brać udział w różnych wydarzeniach, zwłaszcza na pobliskim Nadodrzu 
  • kupić nowe okulary i nowy telefon... chociaż być może ze względu na wydatki przedświąteczne trzeba będzie poczekać do stycznia 
A Wy? Jak minął Wam listopad? Jakie macie plany na grudzień?
W następnym wpisie bardziej zdjęciowo i chyba ciekawiej - Portugalia! :)

14:16

Jak (się) uczę języków + weekend w skrócie

I znowu zapadła tutaj cisza... Na swoje usprawiedliwienie mam tylko to, że moją aktywność dzielę i dzielić będę teraz między tym blogiem, Woofla.pl (gdzie co prawda pisuję tylko raz na miesiąc lub rzadziej, ale przygotowanie wpisu zajmuje mi więcej czasu) oraz blogiem założonym na potrzeby przedmiotu Kreatywne pisanie na studiach. Z jednej strony nadal trochę dziwię się, że istnieje przedmiot polegający na pisaniu bloga i jeszcze dostaje się za to punkty ECTS... Z drugiej strony, czemu nie? Inaczej i nieraz fajniej jest wczuć się w fikcyjną postać, niż opisywać swoje własne przemyślenia. Niestety nie mogę podać adresu ;) Tego bloga być może kiedyś podrasuję graficznie, przeniosę na Wordpressa i zacznę go bardziej promować i dopracowywać, ale jeszcze nie teraz. Na razie pozostanie on skromnym, osobistym pamiętnikiem.
 Na pewno jeszcze rozwinę ten temat, ale póki co muszę po prostu się pochwalić: W MARCU LECIMY DO JAPONII! Nadal w to nie wierzę. Jak uwierzę to na pewno napiszę coś więcej :D

15:48

Migawki, podsumowanie wakacji

Migawki, podsumowanie wakacji
Wrzesień się skończył, sama nie wiem kiedy. To był ostatni miesiąc wolności, spędzony głównie na opiece nad psem, nadrabianiu czytelniczych i serialowych zaległości oraz nauczaniu. Listy książek do przeczytania po polsku i po hiszpańsku, nowych wykonawców muzyki do sprawdzenia oraz rzeczy do obejrzenia są nadal bardzo długie, a plan na magisterce mało zachęcający. Dlaczego? M.in. przez zajęcia specjalizacji nauczycielskiej będę wracać do domu codziennie nie wcześniej niż o 18-20 :( Mam nadzieje, że będzie warto!
A teraz czas powspominać! 

13:08

2 miesiące z psem

2 miesiące z psem
Minęło około dwóch miesięcy, odkąd do naszej rodziny dołączył pies. Pies nie byle jaki, bo Misiek, lat ok. 8, mieszaniec wielkiej urody (zobaczcie sami!).

04:14

Dlaczego nie pojadę na Erasmusa?

Trudno natrafić na negatywne opinie na temat programu Erasmus. Negatywne w sensie niezadowolenia z pobytu, bo krytyka tej wymiany jako seksturystyki i ogólnego upadku obyczajów, niestety niepozbawiona podstaw, jest powszechna. Zwiedzanie, ćwiczenie języka, nowe znajomości, obracanie się w międzynarodowym środowisku, sprawdzenie się w nowych sytuacjach: same plusy. I temu nie zaprzeczam, ale po długich przemyśleniach zdecydowałam: nie pojadę drugi raz. Dlaczego? 

14:07

Psie sprawy

Psie sprawy
Od zawsze kochałam zwierzęta, ale dla moich poprzednich (królika i myszkoskoczków) niestety nie byłam tak dobrą panią, jak bym chciała i popełniłam wiele błędów w opiece nad nimi. Do dzisiaj mam to sobie za złe, ale z drugiej strony, byłam tylko dzieckiem i moje zaniedbania nie wynikały ze złej woli. Minęło trochę czasu i zaczęłam, jak to dzieci, prosić rodziców o psa. Wyprowadzałam psa sąsiadów, który bez tego spędziłby pewnie większość życia na łańcuchu. To był mały, sympatyczny kundelek, imieniem Rambo, którego do dziś wspominam z sentymentem. Widać było, że nie poświęcano mu dużo czasu. Ja się starałam trochę czasu z nim spędzić, również gdy już dostałam upragnionego psa, czyli Yugiego, rasy west highland white terrier. Imię jest efektem mojej ówczesnej fascynacji pewną kreskówką ;) Psa mojego-niemojego, bo niedługo po tym moi rodzice się rozwiedli, a że moja mama nie przepada za psami, Yugi został z tatą. Wyprowadzanie na spacery, dbanie o dietę, pielęgnacja, wizyty u weterynarza: cała ta odpowiedzialność właściwie mnie ominęła. Jeździliśmy tylko razem na wakacje.




Rzadko widywałam tatę, więc Yugiego także. Zawsze jednak cieszył się na mój widok, i w moim sercu zawsze pozostawał "moim" psem. Tata z rodziną zakupili działkę i zaczęli budować dom, a psy hasały po działce. Mała starowinka Figusia odeszła, na jej miejsce pojawiła się Fiona. W zeszłym roku nastąpiła kolejna zmiana składu: Yugiego trzeba było uśpić ze względu na nowotwora jelita. Do samego końca miałam nadzieję, że jego stan nie jest aż tak ciężki i że operacja się uda... Niestety. 
Wakacje 2014 to były nasze ostatnie wspólne: 





Wszystkie psy są wspaniałe, ale do teraz kiedy widzę westie, czuję ucisk w sercu. Byliśmy niedoświadczeni co do wychowania psów i nie wszystko zrobiliśmy dobrze. To był pies z charakterem, nie przytulanka (choć i przytulaniem nie pogardził), wierny i inteligentny. Ze szczeniaka, który niemal od razu znalazł drzwi od kojca i próbował je otworzyć, nie wiem kiedy zrobił się statecznym psem. Bardzo go kochałam. 

Ostatni wspólny spacer:



Rodzina taty mocno przeżyła stratę, ale nadszedł czas by dać miłość innemu psu ze schroniska, Biszkoptowi. Ja też dojrzewam do bycia panią, tym razem na pełen etat, na 100%. Panią dla Miśka: 



To uczucie, kiedy przychodzisz do domu i wita Cię pies, skacze, merda ogonem... bezcenne. Czytam teraz o psach, wychodzę na długie spacery (gdy zacznie się rok akademicki będzie ciężej na nie wygospodarować czas, ale zrobię co w mojej mocy), rozpieszczam, mam nadzieję, że w granicach rozsądku :) Zaczęłam się nowa, psia epoka w naszym życiu. Jest super! 

A Wy? Pochwalcie się swoimi pupilami! 


Copyright © 2016 . , Blogger