14:29

Erasmus = Orgasmus?

Niecałe dwa tygodnie temu wróciłam z Erasmusa. Spotkałam się z opiniami, że ta wymiana to głównie okazja do picia i imprezowania za unijne pieniądze (przecież Erasmus-Orgasmus, prawda?). Cóż... jeśli ktoś chce spędzić te parę miesięcy na libacjach i podbojach seksualnych, to ma ku temu możliwość, jak najbardziej. Ja wolałam zwiedzać, chodzić na tapas czy na plażę, i szlifować język. Mój związek wyszedł bez szwanku, dużo wzajemnego zaufania i wykorzystanie nowoczesnych technologii to klucz. Czy Erasmus mnie zmienił? Trudno powiedzieć. Jestem zadowolona z pobytu. Bardziej samodzielna, lepiej znam hiszpański, zyskałam znajomych z różnych zakątków świata. Ale oprócz tego nadal jestem sobą i przedkładam spokojny wieczór z ukochanym, lampką wina i serialem nad wyjście do klubu ;) Co nie zmienia faktu, że od momentu powrotu przeglądam wszelkie oferty zagranicznych praktyk, staży czy wolontariatów. I skoro pojawiła się taka możliwość, planuję wyjechać również na magisterce, jeśli uda się to pogodzić ze zdobywaniem uprawnień nauczycielskich. Gorąco polecam Erasmusa :)

A teraz czas nacieszyć się polskim chlebem, domową kuchnią i wszechobecną zielenią. Jestem bardzo wdzięczna za to, że mogłam wyjechać i tam podszkolić hiszpański, ale jak to mawiają: wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej. 
Copyright © 2016 Przez okulary , Blogger