15:03

Co pisałam w październiku + posesyjnie!

W październiku popełniłam notkę o następującej treści:

"W co ty tu grasz w co ty tu grasz
Co ty robisz tutaj jeszcze?
Chyba już wiesz chyba już wiesz
Że to nie jest twoje miejsce!

Kiedy w czerwcu z toną bagaży w samochodzie opuszczałam Kraków, towarzyszyła mi ta piosenka. Jutro zaczynam nowe studia i przyznam, że obawiam się wielu rzeczy - jak będą prowadzone zajęcia, jacy będą wykładowcy, ludzie, czy dam sobie radę z nauką etc., ale pół żartem, pól serio pocieszam się, że przynajmniej nie będzie kanji :D Nie chcę zapeszać, bo na pewno mieszkanie tutaj na stałe nie będzie już tak sielankowe, jak wizyty od czasu do czasu, wypełnione tylko beztroską i odpoczynkiem, ale tutaj -  niesamowita sprawa - wychodzę z domu i czuję się dobrze, swobodnie, nie chcę uciekać, nie odliczam godzin do wyjazdu, jak to robiłam w Krakowie. Czuję, że tutaj mogę stworzyć dom, jestem na swoim miejscu, w ukochanym mieście, z ukochaną osobą. Naukę japońskiego będę kontynuować we własnym zakresie. Oczywiście, niemożliwe będzie poświęcenie jej tyle czasu, co na japonistyce, ale optymistycznie zakładam, że na japoński uda mi się wygospodarować na tyle czasu, by najpóźniej za 2 lata zdać N3. N3 to może nic wielkiego, ale że w międzyczasie, miejmy nadzieję, znacznie podszkolę też hiszpański i drugi język romański... ;)"


A teraz? Pierwszy rok zaliczony, jeszcze tylko indeks do oddania do dziekanatu. Studia odbieram jako ciekawe, ludzi - bardzo fajnych, wykładowców w większości zresztą też. We Wrocławiu mieszka się dobrze, poza paroma incydentami typu brak bieżącej wody, które równie dobrze mogły nastąpić w każdym innym mieście ;) Ciekawe tylko, co z segregacją śmieci, niby nam każą ale odpowiednich pojemników na osiedlu ni widu, ni słychu... 


Jak to ja, bardzo zżyłam się z ludźmi i ciężko mi przywyknąć do myśli, że z niektórymi nie będę się widzieć rok (najpierw oni na Erasmusa, potem ja, i tak się miniemy :<). No, ale nie wszyscy wyruszają do Hiszpanii, poza tym zostaje Skype i inne zdobycze cywilizacji, także jakoś da radę ^^ 


Sesji koniec, czas na słanie CV, ogłaszanie się z korkami, ogarnianie mieszkania, spotkania towarzyskie, książkiksiążkiksiążki, filmy, powrót do domu rodzinnego i mnóstwo zaniedbanego przez ostatnie miesiące japońskiego.


A jak tam u Was? Jakie plany na wakacje?




2 komentarze:

  1. Przeżyć je. Takie mam plany na wakacje. Co sobie zaplanuję, to się nie udaje :( Będzin odwołany, piknik regencyjny - w terminie ślubu. Byłam teraz w Wawie na parę dni - moje dzieci się pochorowały zakaźnie... już się boję cos planować -_-'

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Minusem planowania jest to rozczarowanie, kiedy nagłe okoliczności psują nam szyki i pozostaje rozczarowanie... Mogę spytać, czemu nie dasz rady przybyć do Będzina na festiwal? Trzymam kciuki, abyś wakacje przeżyła już bez zmartwień i zawirowań. :)

      Usuń

Copyright © 2016 . , Blogger