12:48

Językowe to i owo

Za motyw przewodni notki niech posłuży ten obrazek, prosty, gdyż opracowany 
w Paincie, ale najważniejsze jest przesłanie :) 



To drugie zdanie samo w sobie nie jest aż tak skomplikowane, chociaż zawiera kilka nieznanych przeze mnie znaków i złożeń. Nauka hiszpańskiego jest dla mnie w większość przypadków (słówka z polityki są wyjątkiem, brr) przyjemna i relaksująca. Przeróżne końcówki w czasach i trybach dają się zapamiętać o wiele lepiej, niż kanji. 


W debacie na temat "który język świata jest najtrudniejszy" trafił w sedno (przynajmniej moim zdaniem) Karol z bloga Świat Języków Obcych. Dotychczasową naukę japońskiego (bo jestem dopiero na jej początkach) mogłabym podsumować nawet nie tyle jako trudną, ale żmudną, z pisaniem znaków po n razy i przestawianiem się na język aglutynacyjny, zamiast fleksyjnych, których dotąd się uczyłam... Moją miłość do japońskiego określiłabym jako trudną, w zeszłym roku zahaczającą nawet o nienawiść, za to miłość do hiszpańskiego płonie gorącym i namiętnym, iście latynoskim płomieniem :D 



Cele są piękne: N3 (na razie), CAE, licencjat z filologii hiszpańskiej... z realizacją trudniej ;)


Postanowienia:

1. Więcej żywego hiszpańskiego, nie tylko akademickiego: filmy, seriale, muzyka
2. Gruntowne powtórki z kanji min. 30 znaków tygodniowo. (Niedużo, ale po zeszłym roku widzę, że jestem kandziowym beztalenciem i/lub nie znalazłam jeszcze swojej metody nauki. 
3. Ogólnie więcej japońskiego, kilka zagadnień gramatycznych i stron słówek tygodniowo.
4. Czytać "Małego księcia" po japońsku. 



A teraz skrótowo: 

- mam sporo pomysłów na notki o różnorodnych tematach, mam nadzieję, że wkrótce zasiądę je wcielić w życie 
- życzę wszystkim Wesołych, nie-białych świąt :) 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Przez okulary , Blogger