17:20

Zdobycze książkowe

Trochę o książkach, czyli moje nowe zdobycze, dlaczego nie jestem fanką wyzwań typu "50 stron dziennie" czy "2 książki tygodniowo" i mój skromny głos w debacie e-book kontra książka tradycyjna :) Następnym razem parę słów o moich ostatnich lekturach, o książkach o Japonii, wielu półkach z książkami, które (i półki, i książki :P) z żalem pozostawiłam w domu i o tym, jak mnie zaskoczyła literatura hiszpańska do XVII w. Tym razem i bez tego post wyszedł długaśny, ale cichutko zapraszam do lektury. 

Zakupy książkowe styczeń-luty 

Zdążyłam już zapomnieć, jak dużą radość sprawia mi wizyta w antykwariatach i sklepach z tanimi książkami (i jak trudno mnie stamtąd wyciągnąć :D). Oczywiście, lubię też Empiki i księgarnie, ale błądzenie wzrokiem wśród tytułów, aby znaleźć coś, czego się dawno poszukiwało, lub przypadkowo natrafić na jakiś skarb.... bezcenne. W najbliższym czasie (po ostatnim egzaminie!) chcę sobie zrobić wycieczkę po antykwariatach, tych które znam, oraz znaleźć nowe. Póki co: 

Stosik. Zdjęcia niestety trochę ciemne :(


1. "Anne of Green Gables & Anne of Avonlea" - urocze wydanie dorwane w księgarni językowej. Wreszcie przeczytam coś po angielsku, i przy okazji odświeżę sobie książkę z dzieciństwa.
2. "Życie codzienne w Hiszpanii w Wieku Złotym" - odnalezione podczas pisania pracy na literaturę, najpierw wypożyczone w bibliotece, teraz w moim posiadaniu (niestety z obwolutą w kiepskim stanie). 


3. "Słownik wizualny. 5 języków." - taka ciekawostka. Mam słabość do albumów, więc zakupiony został bardziej z ciekawości, niż z przekonania o przydatności do nauki, chociaż pewnie coś tam z niego załapię, przeglądając :D Kupiony w taniej książce, 3 razy taniej niż w księgarni, gdzie widziałam go dzień wcześniej. Opłacało się powstrzymać.


4. "Księga tysiąca i jednej nocy. Wybór." - odkopane w taniej książce na katowickim dworcu. Bardzo ładne, ilustrowane wydanie z 1976 r., w niezłym stanie. Dopiero przeczytałam kilkanaście stron. Póki co mam mieszane uczucia, ale czyta się przyjemnie.
5. "Rok 1984" Orwella - coś, co chciałam przeczytać od dawien dawna. Kieszonkowe wydanie wykopane za 10 zł w matrasowym koszyku z tanią książką - nie mogłam się powstrzymać. Gdyby nie potrzeba napisania tej notki, sprzątania i nauki na egzamin, pewnie już dawno bym skończyła ;) Przerażająca, ale moim zdaniem świetnie opisana wizja. 

Wyzwania książkowe

... których celem jest czytać więcej książek. Cel szczytny, do którego i ja dążę, chcąc przy okazji zredukować czas spędzony bezproduktywnie na facebooku. Nie umiałabym jednak dawkować sobie lektury na zasadzie "dzisiaj powinnam przeczytać tyle a tyle stron". Jeśli mam nastrój, czytam, aż nie wezmą mnie obowiązki, nie zasnę lub nie skończy mi się książka ;) Wyznaczenie sobie ilości stron, np. 50, sprawiałoby, że chociażby podświadomie za bardzo skupiałabym się na tym, ile mi zostało do przeczytania. Podobnie, jeśli chodzi o czas. Zazwyczaj czytając (o ile książka jest dobra) tracę poczucie czasu, może to brzmi trochę pretensjonalnie czy dziecinnie, ale zatapiam się w tym książkowym świecie. Nie mówię, że wyzwania książkowe są be, odradzam i takie tam, po prostu mnie raczej nie odpowiadają, więc jedynym wyzwaniem jest czytać, kiedy mam na to ochotę, i kiedy mam ochotę po raz n-ty odświeżyć osławionego "fejsbuka", też czytać :) 

Papier czy e-papier?

Jestem wielką miłośniczką tradycyjnych, papierowych książek. Lubię zapach papieru, lubię, jak grzbiety książek prezentują się na półce, a nade wszystko uwielbiam uczucie niepewności przed przewróceniem kolejnej kartki - "co się dalej wydarzy?". Chociaż chłopak, kupiwszy nowego e-book readera, pożyczył mi swojego starego "na wieczne nieoddanie", od paru miesięcy liczba książek, które na nim przeczytałam w całości, wynosi zero. Czytniki mają wiele niezaprzeczalnych zalet, z których największą jest moim zdaniem możliwość trzymania setek książek w jednym miejscu bez konieczności taszczenia ze sobą walizki ;). E-papier nie męczy oczu, a w niektórych podświetlenie umożliwia czytanie mimo zewnętrznego braku światła (mój jest mniej nowoczesny, ma zewnętrzną, przypinaną do okładki lampkę). Jednak... jakoś nie mogę się przekonać, zwłaszcza, że e-booki do kupienia nie są wiele tańsze, niż tradycyjne książki (chyba, że w promocji). Wygląda więc na to, że w podróż czy na całym dzień poza domem pewnie zabiorę czytnika e-booków, ale moją ulubioną opcją póki co pozostanie przykrycie się kocem, zrobienie sobie herbaty i przewracanie kolejnych kartek książki papierowej, oczywiście uważając, by nie stała się jej krzywda :)


2 komentarze:

  1. W Kielcowie jest bardzo fajna ksiegarnia gdzie mozna znalezc ksiazki do 70% taniej. Kiedys majac jedynie dyche kupilam naprawde swietna i lekka ksiazke.

    Jezeli chodzi o ebooki. Ja osobiscie nie traktuje tego jako zamiennik bo uwielbiam przekladac strony w ksiazce i ten dreszczyk emocji kiedy powoli kartek juz zaczyna brakowac. Ebook jednak jest swietny jako ksiazka mobilna -zamiast 2 kobyl bierzemy czytnik i mamy tam ich 20. Ksiazka nam sie nie zniszczy trzymaniem w torbie. Przydatna rzecz ale nie umialabym raz a dobrze wybrac jednego z nich.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam bardzo podobne odczucia :)
      O, w Kielcach to już wieki nie byłam, może warto wpaść :)

      Usuń

Copyright © 2016 Przez okulary , Blogger